wtorek, 11 września 2018
Italia w ruinie

Reprezentacja Włoch rozegrała dwa pierwsze spotkania w ramach rozgrywek Ligi Europy. W pierwszym spotkaniu rozgrywanym w Bolonii podopieczni Roberto Manciniego zremisowali 1-1 z Polską, by w poniedziałek ulec Portugalii na jej terenie 1-0.

t

Patrząc na dotychczasowy przebieg kadencji Roberto Manciniego można bez większych przeszkód wywnioskować, że czeka go jeszcze wiele pracy, z czego zresztą selekcjoner Italii zdaje sobie doskonale sprawę. Jeszcze przed oficjalnym debiutem ex-szkoleniowiec Manchesteru City stwierdził, że we włoskich drużynach klubowych zbyt dużą rolę odgrywają obcokrajowcy z czym trudno się nie zgodzić. W trakcie nieudanej pracy z kadrą Giampiero Ventury wielokrotnie podkreślałem, że do reprezentacyjnego angażu wystarczy włoski paszport i tętno, zaś faktyczną rolę w czołówce Serie A odgrywają piłkarze z całego globu. Nie oznacza to rzecz jasna, że staram się przez to usprawiedliwić poprzedniego selekcjonera, który poprzez swoje liczne zaniechania stał się jednym z najgorszych, o ile nie najgorszym trenerem Azzurrich w ich historii, ale faktyczny problem ze złożeniem logicznej jedenastki Italii ma miejsce. Mam też wrażenie, że Mancini gubi się w swojej ocenie sytuacji. Z jednej strony zgadzam się, że ma on przed sobą szalenie ciężkie zadanie, by podnieść Włochów z kryzysu i zmazać plamę, jaką był brak awansu na tegoroczny mundial, ale z drugiej dopatruję się w jego słowach niekonsekwencji. Kilka lat temu, kiedy za wyniki squadry odpowiadał Antonio Conte, Mancini był uprzejmy skrytykować go w mediach za powołanie Latynosów z włoskimi korzeniami, a mianowicie Edera oraz Franco Vazqueza. Po latach okazuje się, że kluczową rolę w środku pola odgrywać ma nie kto inny jak urodzony w Brazylii Jorginho, którego Mancini określił mianem lidera nowo budowanej reprezentacji. W szerokiej kadrze znalazło się także miejsce dla Emersona Palmieriego, który zresztą zdążył zaliczyć swój premierowy występ pod włoską flagą. Kolejną kwestią jest przytaczany już problem obcokrajowców w Serie A. 53 letni szkoleniowiec apeluje do władz ligi, ażeby te wpłynęły na prezesów i trenerów klubowych w celu poprawienia sytuacji młodych Włochów, zaś sam będąc zatrudnionym w Interze wielokrotnie wystawiał jedenastkę składającą się w pełni z piłkarzy zagranicznych. Ot, brak konsekwencji.

Wspominając niegdysiejszą potęgę reprezentacji Włoch można było zanotować spory kaliber smutku po tym jak Roberto Mancini określił obecną Polskę jako drużynę silniejszą od jego podopiecznych. Miało to miejsce w trakcie jednej s konferencji prasowych, zaś najsmutniejsze w tej wypowiedzi było to, że były trener Lazio i Interu miał sporo racji. Polska rzecz jasna zmaga się ze swoimi problemami, ale chociażby przebieg meczu, podczas którego zawodnicy Jerzego Brzęczka górowali nad Italią grą w środku pola dawał sporo do myślenia. Mancini za wszelką cenę chce nadać Azzurrim ich własny styl gry i w tym celu wykazuje się konsekwencją jeżeli chodzi o taktykę, która od początku jego pracy jest stała. Chodzi rzecz jasna o 4-3-3, czasem tylko lekko zmieniana w trakcie danych rywalizacji. Chęci i plan to jedno, ale gorzej rzecz się ma z wykonaniem. O ile współczesnej reprezentacji nie brakuje utalentowanych skrzydłowych, to problem stanowi druga linia. W konfrontacji z Polską Mancini postawił na stosunkowo młodą pomoc ze wspomnianym Jorginho na czele. Partnerami zawodnika Chelsea byli mający problemy w Interze Roberto Gagliardini(brak powołania do Ligi Mistrzów)oraz niemrawy Lorenzo Pellegrini z Romy. Brak zgrania, chaotyczność i w końcu rażące błędy wybijały się na czołówkę w kontekście ich gry, dzięki czemu jeszcze w trakcie pierwszej odsłony spotkania Polacy objęli prowadzenie. W 41 minucie Klich odebrał futbolówkę Jorginho, skierował ją do Lewandowskiego, zaś ten wypatrzył Zielińskiego, który w swojej drugiej sytuacji pod bramką Donnarummy okazał się skuteczniejszy i otworzył wynik. W drugiej połowie Włosi wyglądali nieco lepiej i raz po raz starali się wyrównać. Ich atakom brakowało jednak precyzji, natomiast ustawiony na szpicy Mario Balotelli był tego dnia wyjątkowo niemrawy i na domiar złego opuścił murawę z sygnalizowanym urazem. Niewiele lepiej wypadł Lorenzo Insigne, którego zastąpił Federico Chiesa, spisując się lepiej, aniżeli atakujący Napoli. Najwięcej w ofensywie starał się robić Federico Bernardeschi, ale na nieszczęście dla Włochów zbyt często był osamotniony w swoich rajdach. Upragnione wyrównanie padło w 78 minucie po golu Jorginho z rzutu karnego. Wspomniany Chiesa został sfaulowany przez Kubę Błaszczykowskiego i arbiter nie miał wątpliwości w podyktowaniu jedenastki.

Skład:

Donnarumma Zappacosta,Bonucci,Chiellini,Biraghi

Gagliardini,Jorginho,Pellegrini(46’Bonaventura)

Bernardeschi,Balotelli(61’Belotti),Insigne(71’Chiesa)

W konfrontacji z Portugalią Roberto Mancini zadecydował o przemeblowaniu składu. W porównaniu do meczu z Polską w pierwszym składzie zobaczyliśmy jedynie Gianluigiego Donnarummę i Jorginho. Na uwagę zwraca zwłaszcza defensywa pozbawiona swoich liderów, a mianowicie Leonardo Bonucciego oraz Giorgio Chielliniego. Co ciekawe po raz pierwszy od 1998 roku, a konkretnie spotkania pomiędzy Italia, a Kamerunem w ramach grupowej rywalizacji Mistrzostw Świata we Francji w pierwszym składzie Azzurrich nie pojawił się choćby jeden zawodnik Juventusu. Znamienne. Konsekwencje postawienia na nowe twarze były widoczne, dzięki czemu niemal przez całe spotkanie Portugalia wyglądała na reprezentację lepszą od Włochów niemal pod każdym względem. Podopiecznym Manciniego nie brakowało woli walki, ale ich chaotyczność dawała znać o sobie znacznie bardziej, aniżeli podczas piątkowej gry Ligi Narodów. Pierwsza połowa stała pod znakiem pojedynku napastników portugalskich z dobrze dysponowanym tego dnia Donnarummą. Znacznie gorzej prezentował się środek obrony z Mattią Caldarą na czele. Spoglądając na grę 24 latka można lepiej zrozumieć włodarzy Starej Damy, którzy zaraz po sprowadzeniu go do siebie z Atalanty zdecydowali się na wymianę z Milanem, zyskując tym samym doświadczonego Bonucciego. Po zmianie stron piłkarze Fernando Stanotosa niemal natychmiast podkreślili swoją dominację uzyskując prowadzenie po strzale Andre Silvy. Warto wspomnieć, że mały udział przy bramce miał Jorginho, będący daleko od poziomu, który reprezentował za swoich najlepszych dni w Napoli. W kolejnych fazach gry Portugalia mogła podwyższyć rezultat, zaś Włosi byli w swoich atakach szalenie nieskuteczni. Najlepszą okazję do wyrównania miał Simone Zaza po uderzeniu piłki głową w trakcie rzutu rożnego, niemniej nowy nabytek Torino nie mógł świętować swojego trzeciego trafienia w narodowych barwach.

Skład:

Donnarumma

Lazzari,Caldara,Romagnoli,Criscito(74’Emerson)

Cristante(79’Belotti),Jorginho,Bonaventura

Zaza,Immobile(59’Berardi),Chiesa

 

Przegrany baraż ze Szwecją, pożegnanie Giampiero Ventury, tymczasowa praca Luigiego Di Biagio, objęcie kadry przez Roberto Manciniego, zmiana pokoleniowa w drużynie - wszystko to miało miejsce, oczywiście że tak, niemniej jednak reprezentacja Włoch wciąż pozostaje ekipą niebywale przeciętną, by nie napisać słabą. Nowi zawodnicy zdają się być daleko od niegdysiejszych mistrzów, kilku doświadczonych liderów ma problem z zgraniu z nowymi postaciami, zaś sam selekcjoner jak do tej pory skupia się na szukaniu wymówek w celu usprawiedliwienia swoich podopiecznych. Jesteśmy świadkami najgorszego okresu w historii włoskiej kadry narodowej i jak sądzę czeka nas jeszcze sporo niemiłych doświadczeń z nią związanych. 

14:09, azzurri.blox.pl
Link Dodaj komentarz »
sobota, 01 września 2018
Kadra na Ligę Narodów

Selekcjoner reprezentacji Włoch Roberto Mancini ogłosił kadrę na zbliżające się spotkania w ramach Ligi Europy. Squadra zmierzy się tam między innymi z Polską.

gr

Liga Narodów rozpoczyna się 6 września i potrwa do 9 czerwca. Jest to pierwsza impreza tego typu, dlatego też wzbudza stosunkowo duże zainteresowanie. Włodarze UEFA wprowadzając w życie ten projekt mieli nadzieje, że roczne zmagania w ramach konkretnego celu będą ciekawsze, aniżeli znane nam dotychczas pojedynki towarzyskie. Poza wygraną w rozgrywkach dodatkowym czynnikiem motywującym będą korzyści związane z przyszłorocznymi eliminacjami do Mistrzostw Europy, tak więc jest o co walczyć.

Azzurri rozpoczną swoje zmagania meczem z reprezentacją Polski na Stadio Renato Dall'Ara. Obie drużyny mają więc doskonałą okazję do odzyskania nadszarpniętego zaufania swoich kibiców. Włosi skompromitowali się w trakcie baraży do rosyjskiego mundialu, podczas których nie zdołali poradzić sobie ze Szwecją. Polska natomiast gładko zakwalifikowała się do mistrzostw, ale na samym turnieju zaprezentowała się gorzej niż źle. Liga Narodów okazuje się zatem dla obu tych ekip jako swoisty czyściec. Kolejnym czynnikiem łączącym Włochów i Polaków są osoby nowych selekcjonerów, a mianowicie Roberto Manciniego i Jerzego Brzęczka. Obaj panowie dostali za zadanie podniesienie swoich reprezentacji z głębokiego kryzysu, odnowienie kadr pod kątem personalnym i w końcu uzyskanie w możliwie jak najszybszym czasie konkretnych celów.

W trakcie swojej krótkiej pracy z Italią Mancini miał okazję zmierzyć się z trzema reprezentacjami; Arabią Saudyjską, Francją oraz Holandią. Co ciekawe zanotował wszystkie możliwe wyniki, zaś przebieg tych gier pokazał bardzo wyraźnie, że czeka go jeszcze dużo pracy. Poza kilkoma zawodnikami, którzy pożegnali się z reprezentacją w kadrze nie doczekaliśmy się większych rewolucji w tym względzie. Podobnie jak selekcjoner tymczasowy(Luigi Di Biagio) Mancini stara się budować kadrę w oparciu o zawodników, którzy stanowili o jej sile w ostatnim czasie i nawet jeżeli powołał grupę młodych piłkarzy, to w lwiej części mieli oni większe lub mniejsze ogranie reprezentacyjne. Jeżeli chodzi o ustawienie, to tutaj nastąpiła zmiana z uwielbianego przez nieszczęsnego Venturę 4-4-2/4-2-4 na 4-3-3, które jest chyba najlogiczniejszą opcją, biorąc pod uwagę obecne zasoby włoskie.

Roberto Mancini zdecydował się na powołanie aż siedmiu zawodników, którzy czekają na debiut w dorosłej reprezentacji. Poza tym zanotowano powrót Giorgio Chiellibiego, oczy napiszę poniżej:

Bramkarze: 

Póki Gianluigi Buffon nie zdecyduje się na reprezentacyjny powrót(nie wyklucza takiej opcji!)pierwsza trójka goalkeeperów jest raczej oczywista, nawet w kontekście Matii Perina, który jest zaledwie numerem dwa w Juventusie. Powołanie asa Cagliari Alessio Cragno ma zapewne na celu przyzwyczajenie go do zgrupowań, aniżeli włączenie do realnej rywalizacji z pozostałą trójką. 

Obrońcy:

Na pierwszy plan wysuwa się rzecz jasna wspominany już Giorgio Chiellini, który powraca do squadry po rocznej przerwie. Po barażowym barażu ze Szwecją 34 letni defensor Juventusu powziął identyczną decyzję o rozbracie z kadrą, co Gigi Buffon, Daniele De Rossi oraz Andrea Barzagli, ale podobnie jak wielu innym piłkarzom włoskim w przeszłości, jemu również trudno rozstać się z narodowymi barwami. Z nowych twarzy najbardziej ciekawi mnie osoba Manuele Lazzariego. Wahadłowy SPAL był czołową postacią ekipy z Ferrary w poprzednim sezonie, kiedy to wraz z kolegami dokonał sporej rzeczy utrzymując się w ligowej elicie. Biorąc pod uwagę problemy Manciniego z obsadzeniem boków defensywy można mieć nadzieję, że Lazzari zaliczy debiut w któryś z dwóch pierwszych gier Ligi Narodów. 

Pomocnicy:

Poza Nicolo Zaniolim trudno dopatrzeć się większych niespodzianek. Zwłaszcza wśród graczy środka pola Manicni ma swego rodzaju komfort i z góry wiadomym jest kto zanotuje reprezentacyjny angaż. Faktycznie brak tu jedynie Marco Verrattiego.

Napastnicy:

Pietro Pellegri, to złote dziecko włoskiego futbolu, zawodnik który trafiał na poziomie Serie A w wieku 16 lat. Dobra postawa w Genui zaowocowała transferem do Monaco, gdzie od lat stawiano na młodych zawodników. Nie mam jednak wątpliwości, że powołanie rosłego 17 latka ma podobny kontekst do; Cragno czy Zanioliego, dla których zgrupowanie reprezentacji będzie ważnym doświadczeniem na jednym z pierwszych etapów ich karier. Jeżeli zaś chodzi o doświadczonych reprezentantów, to sądzę, że najwyższy czas, ażeby wyłonić z jej lidera, na którego typuję skrzydłowego Juventusu Federico Bernardeschiego. 24 latek od kilku lat jest częścią Azzurri, niemniej dopiero od jakiegoś roku ma pełne prawo do gry w jej pierwszym składzie. W klubie pomimo potężnej rywalizacji wśród ofensywnych zawodników Berna gra całkiem sporo i zalicza pozytywne oceny. Nie widzę dziś lepszego kandydata na gwiazdę włoskiej ofensywy. 

Pełna kadra:

Bramkarze:

Salvatore Sirigu, Gianluigi Donnarumma, Mattia Perin, Alessio Cragno

Obrońcy:

Giorgio Chiellini, Leonardo Bonucci, Domenico Cristico, Davide Zappacosta, Mattia Caldara, Daniele Rugani, Alessio Romagnoli, Cristiano Biraghi, Emerson, Manuel Lazzari

Pomocniy:

Giacomo Bonaventura, Jorginho, Lorenzo Pellegrini, Bryan Cristante, Roberto Gagliardini, Marco Benassi, Nicolo Barella, Nicolo Zaniolo

Napastnicy:

Mario Balotelli, Ciro Immobile, Lorenzo Insigne, Federico Chiesa, Simone Zaza, Federico Bernadreschi, Andrea Belotti, Domenico Berardi, Pietro Pellegri

Przewidywany skład:

Donnarumma

Zappacosta,Bonucci,Chiellini,Criscito

Benassi,Jorgihno,Bonaventura

Bernardeschi,Belotti,Insigne

Poprzednie spotkanie pomiędzy Polską, a Włochami miało miejsce w 2011 roku we Wrocławiu. Ówcześni podopieczni Cesare Prandellego wygrali 2-0 po bramkach Giampaolo Pazziniego i Mario Balotellego. Warto dodać, że Buffon wybronił karnego wykonywanego przez kapitana gospodarzy Jakuba Błaszczykowskiego. Miałem przyjemność być na tym spotkaniu:)

22:52, azzurri.blox.pl
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 04 czerwca 2018
Nowe szaty Manciniego

Reprezentacja Włoch rozegrała swoje trzy pierwsze spotkania pod wodzą nowego selekcjonera Roberto Manciniego. W pierwszym meczu Italia ograła Arabię Saudyjską 2-1, następnie uległa Francji 3-1 by w ostatniej, trzeciej potyczce zanotować rezultat 1-1 z Holandią.

grhhh

Ogłaszając powołania na trzy towarzyskie potyczki Roberto Manicni wysłał sygnał, że daje sobie czas na zbudowanie nowej reprezentacji, po tym jak ta doznała dotkliwej porażki barażowej uniemożliwiającej jej występ na zbliżających się Mistrzostwach Świata w Rosji. Biorąc pod uwagę fakt, iż chwilę po ogłoszeniu nominacji z kadry wypadło kilku kontuzjowanych zawodników(w tym Marchisio i Bernardeschi)widać wyraźnie, że nowy opiekun squadry chciał mieć możliwie jak największy wybór przy ustalaniu składów na daną rywalizację z czego zresztą korzystał, rotując nazwiskami w każdym z trzech spotkań.

Podczas przeglądania włoskiej kadry można bez większego ryzyka stwierdzić chęć odmłodzenia drużyny, o czym świadczą nazwiska debiutantów, jak również młodych zawodników z których zdążył już skorzystać poprzednik Manciniego Giampiero Ventura. Poza tym warto odnotować reprezentacyjne powroty z Mario Balotellim na czele. Przed przenosinami do francuskiej Nicei wydawało się, że wielkie sprawy są dla czarnoskórego napastnika przeszłością, niemniej dobra postawa na boiskach Ligue 1 daje jakąś nadzieję na lepsze jutro dla ex-gwiazdora Interu. Piłkarska Italia dysponuje co prawda snajperami klasy Andrei Belottiego i Ciro Immobile, ale pamiętajmy, że w pierwszy z nich miał w minionym sezonie sporo kłopotów zdrowotnych, natomiast Immobile – pomimo wywalczenia drugiej w karierze korony króla strzelców Serie A – spalał się na dużych imprezach i nie zaistniał na poziomie Ligi Mistrzów zarówno w barwach BVB oraz Sevilli. Kolejną ciekawostką będzie rywalizacja o miano pierwszego bramkarza po tym jak swoją wielką karierę w Juventusie zakończył Gianluigi Buffon. Co prawda wydaje się, że 40 goalkeeper podejmie kolejne wyzwanie i przeniesie się do PSG, ale trudno stwierdzić czy selekcjoner uwzględni go w swoich planach. Sam Buffon twierdzi, że w przypadku zanotowania wysokiej formy w Paryżu będzie gotów na ponowne przywdzianie trykotu Azzurrich. Mam absolutną pewność, że Mistrz Świata z 2006 roku nie może się pogodzić z faktem braku gry na rosyjskim mundialu, przez co nieco sztucznie przedłuża swoją karierę; tak klubową jak i reprezentacyjną. W oczekiwaniu na rozwój wypadków związanych z planami Gigiego Włosi zastanawiają się kto na ten czas zajmie jego miejsce; Gianluigi Donnarumma, Mattia Perin czy Salvatore Sirigu. Bramkarz Milanu nie jest pewny w jakim zespole zagra w kolejnym sezonie, a do tego dał się poznać jako ten, który zbyt wcześnie uwierzył w swoją wielkość i zaliczył kilka spektakularnych wpadek. 25 latek z Genui jest już jedną nogą w Juventusie, gdzie podejmie rywalizację z Wojciechem Szczęsnym, natomiast Sirigu – najbardziej doświadczony ze wszystkich bramkarzy w kadrze – nawiązał do swoich najlepszych lat w Palermo i PSG.

Pierwszym sprawdzianem nowej reprezentacji pod wodzą Manciniego było spotkanie z Arabią Saudyjską rozgrywane w St.Gallen. Były szkoleniowiec Manchesteru City zdecydował się na ustawienie Italii w systemie 4-3-3 z zaskakującą – choć nie całkiem nową – rolą Alessandro Florenziego wśród trójki środkowych pomocników. Boki obrony stworzyli rezerwowy Chelsea Davide Zappacosta i powracający do kadry 32 latek Domenico Criscito. Największą uwagę przykuwał jednak wspominany już Mario Balotelli.  Mecz rozpoczął się tak jak wielu mogłoby się spodziewać, czyli od śmiałych ataków Włochów. Podopieczni Maciniego wyszli na prowadzenie w 21 minucie gry, kiedy to nie kto inny jak Mario Balotelli mocnym uderzeniem zza pola karnego otworzył wynik. Włosi nie mieli zamiaru zadowalać się niskim prowadzeniem i tuż przed zakończeniem pierwszej połowy rywalizacji mieli znakomitą okazją do podwyższenia rezultatu, ale na nieszczęście dla nich piłka po uderzeniu Domenico Cristico minimalnie minęła poprzeczkę Saudyjczyków.

Druga połowa była odzwierciedleniem tego, co mogliśmy oglądać w pierwszej. Azzurri wciąż dominowali, zaś Arabia Saudyjska ograniczała się do nielicznych kontrataków. Uwieńczeniem ofensywnej postawy Włoch było piąte trafienie w narodowych barwach Andre Belottiego, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i umieścił piłkę w siatce rywali po strzale głową. Nie minęło więcej niż pięć minut, po tym jak rozluźnieni Włosi dali się zaskoczyć niżej notowanemu przeciwnikowi. Szybka kontra, której efektem był gol Yehya Al Shehri po części obciążyła znajdującego się za daleko od swojej bramki Gianluigiego Donnarummę. Dzięki ostatecznemu triumfowi, Włosi zanotowali pierwsze od października 2017 roku wygrane spotkanie.

Skład na Arabię Saudyjską:

Donnarumma

Zappacosta,Bonucci,Romagnoli,Criscito(88’De Sciglio)

Florenzi(67’Bonaventura),Jorginho,Pellegrini(73’Cristante)

Politano(73’Verdi),Balotelli(58’Belotti),Insigne(84’Chiesa)

W oczekiwaniu na mecz Francją nie miałem wątpliwości, że podopieczni Didier Deschampsa będą murowanym faworytem spotkania. Aktualni wicemistrzowie Europy są wymieniani wśród głównych faworytów do wygranej MŚ, mają w składzie gwiazdy światowego formatu i do tego są na zupełnie innym etapie rozwoju, aniżeli pokiereszowani Włosi. Abstrahując od dość wysokiej porażki należy pochwalić Manciniego za odwagę jaką wykazał się wysyłając do gry w Nieci aż trzech debiutantów w wyjściowej jedenastce; Mattię Caldarę, Rolando Mandragorę i Domenico Berardiego. Biorąc pod uwagę całą potyczkę trzeba przyznać, że ani przed moment nie dało się odczuć, że Azzurri będą w stanie podjąć równorzędną rywalizację z Trójkolorowymi. Dysponując mocną defensywą z Umtitim, drugą linią z Pogbą oraz Kante i w końcu ofensywą dowodzoną przez Griezmanna, trudno oczekiwać, że współczesna Italia zdoła się temu wszystkiemu przeciwstawić. Nawet kontaktowy gol Leonardo Bonucciego nie był czynnikiem, który mógłby mnie odpędzić od tych pesymistycznych stwierdzeń. Wspomniałem jednak o świeżym podejściu do składu i początku drogi, w której znajduje się dziś reprezentacja Włoch. Roberto Mancini nie był moim wymarzonym kandydatem na selekcjonera, ale nie mam wątpliwości, że jest o niebo lepszym fachowcem, aniżeli skompromitowany Giampiero Ventura. Wszystko to pozwala mi myśleć o Włoszech jak o drużynie jutra, tej która wedle nadziei Manciniego w ciągu roku zbliży się do ekipy francuskiej i tym samym innych, najlepszych ekip na świecie.

Skład na Francję:

Sirigu

D’Ambrosio(74’Florenzi),Caldara,Bonucci,De Sciglio

Pellegrini(66’Cristante),Jorginho(78’Bonaventura),Mandragora

Berardi(74’Insigne),Balotelli(86’Belotti),Chiesa(88’Zappacosta)

 

Ostatnia potyczka rozgrywana na Allianz Stadium w Turynie była najbardziej miarodajnym testem dla reprezentacji Włoch prowadzonej przez Roberto Manciniego. Przeciwnikiem Italii była kadra holenderska, czyli podobnie jak Azzurri wielki nieobecny w nadchodzącym mundialu. Podobieństw jest zresztą więcej; nieurodzaj kadrowy, nowo budowana ekipa i w końcu selekcjoner pracujący z Oranje dopiero od kilku tygodni. 

Samo spotkanie nie należało do porywających. Włosi identycznie jak w dwóch poprzednich spotkaniach wyszli w ustawieniu 4-3-3. Mancini tradycyjne dokonał kilku korekt z wybijającym się Mattią Perinem, który w pewnym sensie przywitał się z turyńską publicznością(25 latek najpewniej podpisze kontrakt z Juventusem). Pierwsza odsłona gry rozpoczęła się od mocnego uderzenia Włochów, niemniej trafienie Andrei Belottiego z drugiej minuty nie zostało uznane ze względu na spalonego. Kolejne etapy rywalizacji były dość niemrawe z obu stron, niemniej to Włosi stwarzali pozory lepszego występu.

Po zmianie stron do większej pracy w ofensywie zabrali się Holendrzy, ale to nie oni, a Italia miała klarowniejsze sytuacje do objęcia prowadzenia. Chodzi konkretnie o osobę Simone Verdiego, który zmarnował dwie dobre sytuacje. Widząc niemoc swoich napastników Mancini postanowił dokonać korekt w składzie wpuszczając na boisko Federico Chiesę oraz Simone Zazę i to właśnie ta para rezerwowych dała Włochom prowadzenie. Chiesa zaliczył efektowny rajd prawą flanką i idealnie obsłużył napastnika Valencii, który zdobył swojego drugiego gola w narodowych barwach. Dwie minuty po wyjściu na prowadzenie Domenico Criscito dopuścił się faulu, po którym obejrzał czerwoną kartkę. Grający w osłabieniu Włosi nie zdołali utrzymać prowadzenia do końca i stracili bramkę na 1-1 w 88 minucie. Jej autorem był kolejny rezerwowy Nathan Ake. Podział punktów wydaje się sprawiedliwym rozstrzygnięciem.

Skład na Holandię:

Perin

Zappacosta(59'DeSciglio),Romagnoli,Rugani,Criscito

Cristante,Jorginho(78'Baselli),Bonaventura(87'Pellegrini)

Verdi(61'Chiesa),Belotti(63'Zaza),Insigne(70'Bonucci)

22:55, azzurri.blox.pl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2018
Premierowe powołania Manciniego

Nowo wybrany selekcjoner reprezentacji Włoch Roberto Mancini ogłosił szeroką 30 osobową kadrą na najbliższy mecze towarzyskie z drużynami Arabii Saudyjskiej, Francji i Holandii. Spotkanie zostanie rozegrane kolejno; 28 maja, pierwszego oraz czwartego czerwca.

gr

Czternastego maja bieżącego roku Włoska Federacja Piłkarska dokonała ostatecznego wyboru w kwestii nowego opiekuna squadry. Obyło się bez większej niespodzianki ze względu na fakt, iż od dłuższego czasu dziennikarze włoscy publikowali wiadomości dające niemal stuprocentową pewność, że stanowisko to przypadnie Roberto Manciniemu. Wszyscy byli zgodni, że poprzedni selekcjoner Giampiero Ventura nie może dłużej pełnić swojej roli po tym jak prowadzona przez niego drużyna nie zdołała ograć przeciętnej Szwecji w ramach barażowych pojedynków do Mistrzostw Świata w Rosji. Opinia społeczna domagała się trenera z większymi dokonaniami, aniżeli te, które przypadły najgorszemu selekcjonerowi Włochów w całej jej historii i patrząc na dotychczasowe dokonania Manciniego ich żądania przynajmniej po części zostały zrealizowane. Ex-szkoleniowiec takich zespołów jak Inter Mediolan czy Manchester City wygrywał rozgrywki zarówno w Italii, jak i Anglii, ale pomimo tego wielu ekspertów nie jest przekonana co do jakości jaką do pogrążonej w kryzysie reprezentacji wnieść może Mancini.

Po tym jak Włosi nie zakwalifikowali się na rosyjski mundial niemal natychmiast rozpoczęły się spekulacje dotyczące przyszłości reprezentacji, zastanawiano się także kto obejmie schedę po znienawidzonym Venturze. Po kilku tygodniach wykrystalizowało się kilka propozycji; Carlo Ancelotti, Antonio Conte, Claudio Ranieri i pełniący rolę selekcjonera tymczasowego Luigi Di Biagio. Pierwszy kandydat był faworytem w oczach jednego z pracowników FIGC Alessandro Costacurty, z którym zresztą pracował zarówno jako kolega drużyny, a później szkoleniowiec w Milanie. Marzenia Costacurty nie zostały jednak zrealizowane, zaś sam Carletto stwierdził, że wybór Manciniego jest dobry, zaś on wciąż myśli o codziennej pracy w ramach trenera drużyny klubowej. Notowania Conte również stały wyżej niż Manciniego. Mający za sobą pracę dla squadry opiekun Chelsea nie może uznać kończącego się sezonu premiership za udany i niemal pewnym jest, że po jego zakończeniu opuści Londyn. Pomimo rychłej utraty pracy nie ma on jednak ochoty na ponowne wcielenie się w rolę selekcjonera i podobnie jak wspomniany wyżej Ancelotti skupia się na planowaniu swojej trenerskiej kariery w ramach kolejnego klubu. Trudno dziś wskazać jak szefowie federacji oceniali kandydaturę Ranieriego, który był nawet chętny podjęcia się wyzwania reprezentacyjnego, jednakże jego zaawansowany wiek i wcześniejsza kompromitacja z kadrą grecką mogły ochłodzić chęć zaangażowania go w bliźniaczej roli we Włoszech. Co do Di Biagio, to jak sądzę poszło o coś odwrotnego, aniżeli w przypadku Ranieriego: obecny selekcjoner kadry młodzieżowej ma zbyt małe doświadczenia, ażeby poprowadzić Italię w kolejnych eliminacjach.

Wspominając zamieszanie jakie panowało po tym jak Włosi nie zakwalifikowali się Mistrzostwa Świata po raz pierwszy od 1958 roku możemy bez trudu stwierdzić, że kandydatura Roberto Manciniego znajdowała się na trzecim miejscu w notesach ludzi związanych z federacją. Nowy selekcjoner podpisał dwuletni kontrakt, który zostanie automatycznie przedłużony po ewentualnym sukcesie w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. Mając wyjaśnioną kwestię szkoleniową przyjrzyjmy się temu, który stanął przed ambitnym zadaniem podniesienia reprezentacji z jej największego od dekad kryzysu.

Urodzony w Jesi(region Marche)Mancini rozpoczął swoją niebywałą karierę piłkarską w Bolonii, by po krótkim czasie przenieść się do miejsca, gdzie spędził swoje najlepsze lata zawodnicze. Chodzi rzecz jasna o Smpdorię Genua, dla której występował przez piętnaście sezonów, stając się przy tym najlepszym zawodnikiem w historii liguryjskiego zespołu. Okres gry Manciniego w Genui przypadł na cudowne dla całego zespołu lata, podczas których drużyna ta zdobyła scudetto, cztery Puchary Włoch, jeden Superpuchar Italii oraz triumfowała w Pucharze Zdobywców Pucharów. Co ciekawe na początku lat dziewięćdziesiątych Doria była bliska dokonania czegoś niebywałego, a konkretnie wygrania Ligi Mistrzów, niemniej okazała się słabsza od Barcelony o jedną bramkę, przez co musiała zadowolić się samym dojściem do finału tych prestiżowych rozgrywek. Cudowny okres Sampdorii trwał do mniej więcej połowy lat dziewięćdziesiątych, potem zaś drużyna zaczęła notować regularny spadek i popadanie w przeciętność. Wciąż głodny sukcesów Mancini podjął trudną decyzję o przenosinach do innego zespołu. Kierunkiem, który obrał okazał się Rzym, a konkretnie miejscowe Lazio. Decyzja ta była łatwiejsza o tyle, że ten sam cel dalszej pracy wybrał dotychczasowy opiekun Sampy, a mianowicie Szwed Sven Goran Eriksson. W późniejszych latach Mancini określał Erikssona mianem swojego mentora, człowieka od którego czerpał najwięcej jeżeli chodzi o pracę trenerską. Lata, które przypadły na współpracę obu panów w Lazio były szalenie efektowne dla wszystkich zainteresowanych. Rzymianie wygrywali zarówno we Włoszech jak i Europy, notując przy tym jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – czas w historii biancocelesti. Po latach pełnych sukcesów Roberto Mancini musiał powoli przyznawać, że jego wiek nie pozwoli mu na grę na najwyższym poziomie i tak w 2001 zdecydował się na grę dla angielskiego przeciętniaka Leicster, gdzie wytrzymał ledwie kilka miesięcy, ponieważ z Włoch napłynęła propozycja objęcia Fiorentiny. Tak właśnie rozpoczęła się trenerska kariera dotychczasowego gwiazdora. Zanim jednak skupimy się na trenerskim aspekcie kariery Manciniego, warto zwrócić uwagę na jego dokonania reprezentacyjne, które choć niepozbawione sukcesów nie mogły konkurować z osiągnięciami klubowymi. Mancini ma na koncie występy na dwóch ważnych imprezach; Mistrzostwach Europy w 1988 roku, gdzie doszedł do etapu półfinału, jak również grę na mundialu we Włoszech dwa lata później, podczas którego wraz z kolegami uzyskał trzecie miejsce premiowane brązowym medalem. Niestety nie był kluczową postacią w talii Azeglio Viziniego, ustępując miejsca chociażby Roberto Baggio. Patrząc na karierę reprezentacyjną całościowo, Manicni rozegrał w niej trzydzieści sześć spotkań, podczas których zdobył cztery gole.

Przerwana nagle kariera piłkarska w czasie trwającego przecież sezonu Premiership wydawała się słusznym krokiem Manciniego. Będąc grubo po trzydziestce nie był już w stanie nawiązać do swoich najlepszych lat, a ponadto trudno było oczekiwać, że w tak zaawansowanym wieku nauczy się nowej dla niego ligi. Niespodziewana propozycja ze stolicy Toskanii była więc w pewnym sensie wybawieniem. Mancini zaliczył niezły początek tego etapu swojej kariery, wygrywając z Violą Puchar Włoch. Dzięki przyzwoitej postawie we Florencji dostał szansę poprowadzenia zespołu, w którym jeszcze niedawno grał, chodzi rzecz jasna o Lazio. W Rzymie spędził dwa pełne sezonu, zyskując miano jednego z najlepszych szkoleniowców włoskich młodego pokolenia. Zespół ten nie dysponował już siłą jaką imponował w czasie gdy Mancini tam występował, niemniej zdołał wywalczyć Puchar Włoch. Będący zawsze ambitnym człowiekiem Mancini nie miał zamiaru zadowalać się skromnymi – jak ówcześnie uważał – sukcesami i marzył o wielkości trenerskiej na miarę swoich dokonań boiskowych. Idealnym miejscem do spełnienia jego ambicji był Mediolan, gdzie tamtejszy Inter był głodny trofeów jak żaden inny klub włoski. Praca w obozie neroazzurri zbiegła się z dominacją ligową Juventusu. I tu zaczynają się schody związane z drugim sezonem Manciniego w Interze, kiedy to uzyskał z zespołem trzecie miejsce ligowe, ale poprzez perturbacje związane z aferą calciopoli scudetto powędrowało właśnie do Mediolanu. Wielu ekspertów nie uznawało tamtego triumfu Manciniego i zaczęło liczyć jego scudetti dopiero w późniejszych latach, choć należy pamiętać, że poprzez degradację Juventusu do Serie B kwestie mistrzowskie były znacznie łatwiejsze do uzyskania. Tak czy inaczej dziś, to właśnie Roberto Manicni jest zapamiętany jako ten, który poprowadził Inter do pierwszych triumfów ligowych od końca lat osiemdziesiątych, dokładając do tego Puchary i Superpuchary Włoch. Na nieszczęście dla nowego selekcjonera Italii dominacja ligowa nie znalazła swojego odzwierciedlenia w Europejskich Pucharach, a konkretnie Lidze Mistrzów. Naszpikowany gwiazdami Inter nie zdołał przebić się ponad 1/8 fazy turnieju, przez co kierownictwo klubu postanowiło zatrudnić w jego miejsce Portugalczyka Jose Mourinho. Kilka miesięcy po rozstaniu z Italią i Interem Mancini podjął pracę w przebogatym Manchesterze City. Poza licznymi transferami jakich wtedy dokonano włoski trener ściągnął do siebie Mario Balotellego – kontrowersyjnego snajpera, którego wprowadził do pierwszej drużyny Interu. Współpraca obu panów, to z jednej strony sukcesy i efektowne występy napastnika, z drugiej zaś mnóstwo kontrowersyjnych epizodów Mario i kłótnie z trenerskim ojcem. Okres angielski, to kolejne ligowe trofea w gablocie Manciniego i ponowny zawód pucharowy, przez co ten musiał pożegnać się z posadą na podobnych zasadach jak to miało miejsce w Mediolanie. Następne etapy trenerskiej drogi Manciniego były rwane i zupełnie nie przypominały klarownej drogi, którą wyznaczył sobie wcześniej. Krótki czas w Galatasaray był pozytywny wyłącznie ze względu na wygraną w Pucharze Turcji, ponowna praca w Interze okazała się nieporozumieniem, zaś najświeższa przygoda w Zenicie oznaczała nic innego jak tylko porażkę, czym bez cienia wątpliwości było zaledwie piąte miejsce w tabeli ligi rosyjskiej.

Najświeższe powołania selekcjonera Manciniego stoją pod kątem kilku nowych twarzy, jak również powrotów. Najbardziej wyczekiwaną postacią jeszcze przed ogłoszeniem listy była osoba Mario Balotellego, mającego za sobą dobry sezon w barwach Nicei. Wydawało się, że kariera czarnoskórego snajpera jest niemal skończona po rozczarowujących latach w barwach Milanu czy Liverpoolu, ale dzięki solidnej grze dla francuskiej Nicei pojawiło się światełko w tunelu dające nadzieję, że ex-zawodnik Interu ponownie będzie czarował kibiców swoimi występami. Pod wodzą Manciniego, z którym współpracowało mu się relatywnie dobrze istnieje realna szansa, że taki scenariusz się ziści. Spory kredyt zaufania otrzymał Domenico Berardi, czyli wieczny talent z Sassuolo, piłkarz, którego kariera zahamowała po tym jak rok po roku decydował się na pozostanie w skromnym zespole, pomimo propozycji z czołowych klubów Serie A. Kończące się dziś rozgrywki ligowe były niezadowalające dla prawoskrzydłowego, niemniej premierowe powołanie do dorosłej reprezentacji może okazać się dla niego punktem zwrotnym i dodatkową motywacją do poprawy swoich umiejętności. Sporym zaskoczeniem jest odświeżenie Claudio Marchisio. Świeżo upieczony mistrz Włoch nie może zaliczyć mijających rozgrywek do udanych ze względu na małą ilość gier jakie zaliczył w barwach Juventusu. Wygląda jednak na to, że Manicni potrzebował doświadczonego człowieka w odmłodzonej przecież pomocy włoskiej. Pozytywnym aspektem jest obecność na liście Brazylijczyka z włoskim paszportem, czyli Jorginho. Lider drugiej linii Napoli wpisuje się w historię oriundich: Latynosów, którzy dzięki korzeniom włoskim przywdziewali trykoty azzurri. Po tym jak kilka lat temu Antonio Conte powołał do kadry Franco Vazqueza oraz Edera publicznie skrytykował go właśnie Mancini, twierdząc przy tym, że w reprezentacji Włoch winni występować piłkarze urodzeni w Italii, ale jak się okazało po objęciu posady selekcjonera nieco zrewidował swoje poglądy. Warto dodać, że Jorginho gra na Półwyspie Apenińskim od 15 roku życia i mocno wrósł w tamtejszą kulturę.

Przewidywany skład:

Donnarumma

Florenzi,Bonucci,Romagnoli,DeSciglio

Pellegrini,Jorginho,Bonaventura

Bernardeschi,Belotti,Insigne

13:25, azzurri.blox.pl , Towarzyskie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2018
Włoski impas

Reprezentacja Włoch zremisowała 1-1 z Anglią w meczu towarzyskim rozgrywanym na Wembley. Jedyną bramkę dla podopiecznych Luigiego Di Biagio zdobył Lorenzo Insigne, wykonując przy tym pewnie rzut karny.

Włosi mają za sobą drugi mecz z rzędu pod wodzę selekcjonera tymczasowego czyli Luigiego Di Biago. Bilans aktualnego wciąż opiekuna kadry młodzieżowej, to przegrana z Argentyną i zremisowany dziś mecz z Anglią. Analizując oba te spotkanie trudno jest wystawić jednoznaczną ocenę 46 latkowi, zwłaszcza z powodu rangi gier jak również biorąc pod uwagę podejście zawodników, którzy są świadomi, że najpewniej przyjdzie im współpracować z kimś innym w ramach swojej gry dla squadry. Poza wszystkim zarówno Anglicy jak i wcześniej kadra argentyńska pozbawione były kilku czołowych zawodników, a i tak zaprezentowali się mocno na tle dość niepewnej Italii.

W porównaniu do rozegranego przed kilkoma dniami spotkania z Albicelestes Di Biagio zdecydował się na kilka zmian w składzie, pozostając przy tym przy ulubionym przez siebie ustawieniu 4-3-3. I tak w miejsce Gianluigiego Buffona mogliśmy oglądać jego imiennika Donnarummę, na prawej flance Davide Zappacosta zastąpił Alessandro Florenziego, Lorenzo Pellegrini wskoczył do składu za Marco Verrattiego, zaś prawe skrzydło napadu przypadło Antonio Candrevie, a nie jak to miało poprzednio miejsce debiutującemu w dorosłej reprezentacji Federico Chiesie. Na każdej pozycji po jednej zmianie, mieliśmy więc do czynienia z kosmetyką.

Rywalizacja na słynnym Wembley rozpoczęła się od zaskakujących ataków Italii, ale dwie sytuacje, które stworzyli sobie na samym wstępie gry były efektem błędów Stones'a, których na nieszczęście dla fanów Włoch nie zdołał wykorzystać Ciro Immobile. Z biegiem czasu Anglicy zyskiwali przewagę czego efektem była śmiała akcja z 26 minuty, kiedy to niezdecydowanie Marco Parolo i Daniele Ruganiego w swoim polu karnym wykorzystał snajper gospodarzy Jamie Vardy pokonując Donnarummę silnym uderzeniem. Po objęciu prowadzenia Synowie Albionu kontrolowali przebieg spotkania wykazując się przy tym lepszym wybieganiem, aniżeli ich dzisiejszy przeciwnik.

Druga odsłona meczu przynajmniej przez większą część wyglądała bliźniaczo jak pierwsza, dzięki czemu Anglicy mogli marzyć o przełamaniu złej passy zremisowanych spotkań i ograniu Włochów. Trzeba podkreślić, że zwłaszcza po lewej stronie boiska świetnie radził sobie Young, który raz po raz sprawdzał czujność włoskich defensorów, niemniej tak Mattia De Sciglio jak i Leonardo Bonucci zachowywali zimną krew i nie pozwolili Anglikom na podwyższenie rezultatu. Obraz spotkania zaczął się zmieniać mniej więcej od 75 minuty. Wyglądało na to, że zawodnicy prowadzeni przez Southgate'a byli już pewni swego i odpuścili sobie ostrą grę. Wówczas do śmielszych ataków przystąpili Azzurri, a w szczególności mało widoczny przez większą część gry Lorenzo Insigne, mający dwie niezłe okazje do wyrównania; po efektownej akcji lewą flanką i strzale z rzutu wolnego. Neapolitański skrzydłowy ostatecznie zdołał wpisać się na listę strzelców, co uczynił w 87 minucie pokonując Butlanda z jedenastu metrów. Wypada podkreślić, że podyktowanie przez sędziego rzutu karnego wywołało spore protesty wśród Anglików, zaś ostateczna decyzja została podjęta po zapoznaniu się z systemem VAR. Wcześniej delikatnie faulowany w polu karnym był rezerwowy Federico Chiesa.

Skład Italii:

Donnarumma

Zappacosta,Bonucci,Rugani,DeSciglio

Parolo,Jorginho,Pellegrini(79'Gagliardini)

Candreva(56'Chiesa),Immobile(64'Belotti),Insigne

Na wstępie wspominałem o sytuacji w jakiej znajduje się obecnie reprezentacja i jej - jak może się dziś wydawać - selekcjoner tymczasowy w osobie Luigiego Di Biagio. Włoska federacja wciąż jest w kontakcie z kandydatami na objęcie squadry, choć ostatnimi czasy pojawiły się głosy sugerujące, że Di Biagio może pozostać na swoim stanowisku. Na jednej z konferencji prasowych przedstawiciel FIGC Alessandro Costacurta stwierdził, że jego organizacja wybierze nowego selekcjonera jeżeli znajdzie i dogada się z kimś lepszym niż tymczasowy trener, w innym wypadku zdecydują się oni na zatrzymanie Di Biagio. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że związany z młodzieżówką selekcjoner jest traktowany dość przedmiotowo i nawet w razie wymarzonej dla siebie sytuacji objęcia na stałe dorosłej reprezentacji jasnym będzie, że był to efekt braku porozumienia z poważniejszymi kandydatami. Patrząc na powołania jakich dokonał Di Biagio można było przypuszczać, że po cichu liczy on na związanie się ze squadrą na dłużej. Bał się zrezygnować z osobowości klasy Buffona, pozostawił niemal niezmienioną drużynę w porównaniu do tego, co mogliśmy oglądać w ostatnich latach, dodając do niej jedynie dwóch debiutantów; Cutrone oraz Chiesę(oczekujący na swój premierowy występ w reprezentacji Gian Marco Ferrari był już powoływany). Po dwóch sparingach we Włoszech wciąż pozostaje niepewność kto faktycznie przygotuje team na rywalizację w Lidze Narodów i co istotniejsze eliminacji do Mistrzostw Europy. Odpowiedź na to pytanie ma paść 20 maja.

23:35, azzurri.blox.pl , Towarzyskie
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
Tagi