poniedziałek, 04 czerwca 2018
Nowe szaty Manciniego

Reprezentacja Włoch rozegrała swoje trzy pierwsze spotkania pod wodzą nowego selekcjonera Roberto Manciniego. W pierwszym meczu Italia ograła Arabię Saudyjską 2-1, następnie uległa Francji 3-1 by w ostatniej, trzeciej potyczce zanotować rezultat 1-1 z Holandią.

grhhh

Ogłaszając powołania na trzy towarzyskie potyczki Roberto Manicni wysłał sygnał, że daje sobie czas na zbudowanie nowej reprezentacji, po tym jak ta doznała dotkliwej porażki barażowej uniemożliwiającej jej występ na zbliżających się Mistrzostwach Świata w Rosji. Biorąc pod uwagę fakt, iż chwilę po ogłoszeniu nominacji z kadry wypadło kilku kontuzjowanych zawodników(w tym Marchisio i Bernardeschi)widać wyraźnie, że nowy opiekun squadry chciał mieć możliwie jak największy wybór przy ustalaniu składów na daną rywalizację z czego zresztą korzystał, rotując nazwiskami w każdym z trzech spotkań.

Podczas przeglądania włoskiej kadry można bez większego ryzyka stwierdzić chęć odmłodzenia drużyny, o czym świadczą nazwiska debiutantów, jak również młodych zawodników z których zdążył już skorzystać poprzednik Manciniego Giampiero Ventura. Poza tym warto odnotować reprezentacyjne powroty z Mario Balotellim na czele. Przed przenosinami do francuskiej Nicei wydawało się, że wielkie sprawy są dla czarnoskórego napastnika przeszłością, niemniej dobra postawa na boiskach Ligue 1 daje jakąś nadzieję na lepsze jutro dla ex-gwiazdora Interu. Piłkarska Italia dysponuje co prawda snajperami klasy Andrei Belottiego i Ciro Immobile, ale pamiętajmy, że w pierwszy z nich miał w minionym sezonie sporo kłopotów zdrowotnych, natomiast Immobile – pomimo wywalczenia drugiej w karierze korony króla strzelców Serie A – spalał się na dużych imprezach i nie zaistniał na poziomie Ligi Mistrzów zarówno w barwach BVB oraz Sevilli. Kolejną ciekawostką będzie rywalizacja o miano pierwszego bramkarza po tym jak swoją wielką karierę w Juventusie zakończył Gianluigi Buffon. Co prawda wydaje się, że 40 goalkeeper podejmie kolejne wyzwanie i przeniesie się do PSG, ale trudno stwierdzić czy selekcjoner uwzględni go w swoich planach. Sam Buffon twierdzi, że w przypadku zanotowania wysokiej formy w Paryżu będzie gotów na ponowne przywdzianie trykotu Azzurrich. Mam absolutną pewność, że Mistrz Świata z 2006 roku nie może się pogodzić z faktem braku gry na rosyjskim mundialu, przez co nieco sztucznie przedłuża swoją karierę; tak klubową jak i reprezentacyjną. W oczekiwaniu na rozwój wypadków związanych z planami Gigiego Włosi zastanawiają się kto na ten czas zajmie jego miejsce; Gianluigi Donnarumma, Mattia Perin czy Salvatore Sirigu. Bramkarz Milanu nie jest pewny w jakim zespole zagra w kolejnym sezonie, a do tego dał się poznać jako ten, który zbyt wcześnie uwierzył w swoją wielkość i zaliczył kilka spektakularnych wpadek. 25 latek z Genui jest już jedną nogą w Juventusie, gdzie podejmie rywalizację z Wojciechem Szczęsnym, natomiast Sirigu – najbardziej doświadczony ze wszystkich bramkarzy w kadrze – nawiązał do swoich najlepszych lat w Palermo i PSG.

Pierwszym sprawdzianem nowej reprezentacji pod wodzą Manciniego było spotkanie z Arabią Saudyjską rozgrywane w St.Gallen. Były szkoleniowiec Manchesteru City zdecydował się na ustawienie Italii w systemie 4-3-3 z zaskakującą – choć nie całkiem nową – rolą Alessandro Florenziego wśród trójki środkowych pomocników. Boki obrony stworzyli rezerwowy Chelsea Davide Zappacosta i powracający do kadry 32 latek Domenico Criscito. Największą uwagę przykuwał jednak wspominany już Mario Balotelli.  Mecz rozpoczął się tak jak wielu mogłoby się spodziewać, czyli od śmiałych ataków Włochów. Podopieczni Maciniego wyszli na prowadzenie w 21 minucie gry, kiedy to nie kto inny jak Mario Balotelli mocnym uderzeniem zza pola karnego otworzył wynik. Włosi nie mieli zamiaru zadowalać się niskim prowadzeniem i tuż przed zakończeniem pierwszej połowy rywalizacji mieli znakomitą okazją do podwyższenia rezultatu, ale na nieszczęście dla nich piłka po uderzeniu Domenico Cristico minimalnie minęła poprzeczkę Saudyjczyków.

Druga połowa była odzwierciedleniem tego, co mogliśmy oglądać w pierwszej. Azzurri wciąż dominowali, zaś Arabia Saudyjska ograniczała się do nielicznych kontrataków. Uwieńczeniem ofensywnej postawy Włoch było piąte trafienie w narodowych barwach Andre Belottiego, który wykorzystał dośrodkowanie z rzutu rożnego i umieścił piłkę w siatce rywali po strzale głową. Nie minęło więcej niż pięć minut, po tym jak rozluźnieni Włosi dali się zaskoczyć niżej notowanemu przeciwnikowi. Szybka kontra, której efektem był gol Yehya Al Shehri po części obciążyła znajdującego się za daleko od swojej bramki Gianluigiego Donnarummę. Dzięki ostatecznemu triumfowi, Włosi zanotowali pierwsze od października 2017 roku wygrane spotkanie.

Skład na Arabię Saudyjską:

Donnarumma

Zappacosta,Bonucci,Romagnoli,Criscito(88’De Sciglio)

Florenzi(67’Bonaventura),Jorginho,Pellegrini(73’Cristante)

Politano(73’Verdi),Balotelli(58’Belotti),Insigne(84’Chiesa)

W oczekiwaniu na mecz Francją nie miałem wątpliwości, że podopieczni Didier Deschampsa będą murowanym faworytem spotkania. Aktualni wicemistrzowie Europy są wymieniani wśród głównych faworytów do wygranej MŚ, mają w składzie gwiazdy światowego formatu i do tego są na zupełnie innym etapie rozwoju, aniżeli pokiereszowani Włosi. Abstrahując od dość wysokiej porażki należy pochwalić Manciniego za odwagę jaką wykazał się wysyłając do gry w Nieci aż trzech debiutantów w wyjściowej jedenastce; Mattię Caldarę, Rolando Mandragorę i Domenico Berardiego. Biorąc pod uwagę całą potyczkę trzeba przyznać, że ani przed moment nie dało się odczuć, że Azzurri będą w stanie podjąć równorzędną rywalizację z Trójkolorowymi. Dysponując mocną defensywą z Umtitim, drugą linią z Pogbą oraz Kante i w końcu ofensywą dowodzoną przez Griezmanna, trudno oczekiwać, że współczesna Italia zdoła się temu wszystkiemu przeciwstawić. Nawet kontaktowy gol Leonardo Bonucciego nie był czynnikiem, który mógłby mnie odpędzić od tych pesymistycznych stwierdzeń. Wspomniałem jednak o świeżym podejściu do składu i początku drogi, w której znajduje się dziś reprezentacja Włoch. Roberto Mancini nie był moim wymarzonym kandydatem na selekcjonera, ale nie mam wątpliwości, że jest o niebo lepszym fachowcem, aniżeli skompromitowany Giampiero Ventura. Wszystko to pozwala mi myśleć o Włoszech jak o drużynie jutra, tej która wedle nadziei Manciniego w ciągu roku zbliży się do ekipy francuskiej i tym samym innych, najlepszych ekip na świecie.

Skład na Francję:

Sirigu

D’Ambrosio(74’Florenzi),Caldara,Bonucci,De Sciglio

Pellegrini(66’Cristante),Jorginho(78’Bonaventura),Mandragora

Berardi(74’Insigne),Balotelli(86’Belotti),Chiesa(88’Zappacosta)

 

Ostatnia potyczka rozgrywana na Allianz Stadium w Turynie była najbardziej miarodajnym testem dla reprezentacji Włoch prowadzonej przez Roberto Manciniego. Przeciwnikiem Italii była kadra holenderska, czyli podobnie jak Azzurri wielki nieobecny w nadchodzącym mundialu. Podobieństw jest zresztą więcej; nieurodzaj kadrowy, nowo budowana ekipa i w końcu selekcjoner pracujący z Oranje dopiero od kilku tygodni. 

Samo spotkanie nie należało do porywających. Włosi identycznie jak w dwóch poprzednich spotkaniach wyszli w ustawieniu 4-3-3. Mancini tradycyjne dokonał kilku korekt z wybijającym się Mattią Perinem, który w pewnym sensie przywitał się z turyńską publicznością(25 latek najpewniej podpisze kontrakt z Juventusem). Pierwsza odsłona gry rozpoczęła się od mocnego uderzenia Włochów, niemniej trafienie Andrei Belottiego z drugiej minuty nie zostało uznane ze względu na spalonego. Kolejne etapy rywalizacji były dość niemrawe z obu stron, niemniej to Włosi stwarzali pozory lepszego występu.

Po zmianie stron do większej pracy w ofensywie zabrali się Holendrzy, ale to nie oni, a Italia miała klarowniejsze sytuacje do objęcia prowadzenia. Chodzi konkretnie o osobę Simone Verdiego, który zmarnował dwie dobre sytuacje. Widząc niemoc swoich napastników Mancini postanowił dokonać korekt w składzie wpuszczając na boisko Federico Chiesę oraz Simone Zazę i to właśnie ta para rezerwowych dała Włochom prowadzenie. Chiesa zaliczył efektowny rajd prawą flanką i idealnie obsłużył napastnika Valencii, który zdobył swojego drugiego gola w narodowych barwach. Dwie minuty po wyjściu na prowadzenie Domenico Criscito dopuścił się faulu, po którym obejrzał czerwoną kartkę. Grający w osłabieniu Włosi nie zdołali utrzymać prowadzenia do końca i stracili bramkę na 1-1 w 88 minucie. Jej autorem był kolejny rezerwowy Nathan Ake. Podział punktów wydaje się sprawiedliwym rozstrzygnięciem.

Skład na Holandię:

Perin

Zappacosta(59'DeSciglio),Romagnoli,Rugani,Criscito

Cristante,Jorginho(78'Baselli),Bonaventura(87'Pellegrini)

Verdi(61'Chiesa),Belotti(63'Zaza),Insigne(70'Bonucci)

22:55, azzurri.blox.pl
Link Dodaj komentarz »
piątek, 18 maja 2018
Premierowe powołania Manciniego

Nowo wybrany selekcjoner reprezentacji Włoch Roberto Mancini ogłosił szeroką 30 osobową kadrą na najbliższy mecze towarzyskie z drużynami Arabii Saudyjskiej, Francji i Holandii. Spotkanie zostanie rozegrane kolejno; 28 maja, pierwszego oraz czwartego czerwca.

gr

Czternastego maja bieżącego roku Włoska Federacja Piłkarska dokonała ostatecznego wyboru w kwestii nowego opiekuna squadry. Obyło się bez większej niespodzianki ze względu na fakt, iż od dłuższego czasu dziennikarze włoscy publikowali wiadomości dające niemal stuprocentową pewność, że stanowisko to przypadnie Roberto Manciniemu. Wszyscy byli zgodni, że poprzedni selekcjoner Giampiero Ventura nie może dłużej pełnić swojej roli po tym jak prowadzona przez niego drużyna nie zdołała ograć przeciętnej Szwecji w ramach barażowych pojedynków do Mistrzostw Świata w Rosji. Opinia społeczna domagała się trenera z większymi dokonaniami, aniżeli te, które przypadły najgorszemu selekcjonerowi Włochów w całej jej historii i patrząc na dotychczasowe dokonania Manciniego ich żądania przynajmniej po części zostały zrealizowane. Ex-szkoleniowiec takich zespołów jak Inter Mediolan czy Manchester City wygrywał rozgrywki zarówno w Italii, jak i Anglii, ale pomimo tego wielu ekspertów nie jest przekonana co do jakości jaką do pogrążonej w kryzysie reprezentacji wnieść może Mancini.

Po tym jak Włosi nie zakwalifikowali się na rosyjski mundial niemal natychmiast rozpoczęły się spekulacje dotyczące przyszłości reprezentacji, zastanawiano się także kto obejmie schedę po znienawidzonym Venturze. Po kilku tygodniach wykrystalizowało się kilka propozycji; Carlo Ancelotti, Antonio Conte, Claudio Ranieri i pełniący rolę selekcjonera tymczasowego Luigi Di Biagio. Pierwszy kandydat był faworytem w oczach jednego z pracowników FIGC Alessandro Costacurty, z którym zresztą pracował zarówno jako kolega drużyny, a później szkoleniowiec w Milanie. Marzenia Costacurty nie zostały jednak zrealizowane, zaś sam Carletto stwierdził, że wybór Manciniego jest dobry, zaś on wciąż myśli o codziennej pracy w ramach trenera drużyny klubowej. Notowania Conte również stały wyżej niż Manciniego. Mający za sobą pracę dla squadry opiekun Chelsea nie może uznać kończącego się sezonu premiership za udany i niemal pewnym jest, że po jego zakończeniu opuści Londyn. Pomimo rychłej utraty pracy nie ma on jednak ochoty na ponowne wcielenie się w rolę selekcjonera i podobnie jak wspomniany wyżej Ancelotti skupia się na planowaniu swojej trenerskiej kariery w ramach kolejnego klubu. Trudno dziś wskazać jak szefowie federacji oceniali kandydaturę Ranieriego, który był nawet chętny podjęcia się wyzwania reprezentacyjnego, jednakże jego zaawansowany wiek i wcześniejsza kompromitacja z kadrą grecką mogły ochłodzić chęć zaangażowania go w bliźniaczej roli we Włoszech. Co do Di Biagio, to jak sądzę poszło o coś odwrotnego, aniżeli w przypadku Ranieriego: obecny selekcjoner kadry młodzieżowej ma zbyt małe doświadczenia, ażeby poprowadzić Italię w kolejnych eliminacjach.

Wspominając zamieszanie jakie panowało po tym jak Włosi nie zakwalifikowali się Mistrzostwa Świata po raz pierwszy od 1958 roku możemy bez trudu stwierdzić, że kandydatura Roberto Manciniego znajdowała się na trzecim miejscu w notesach ludzi związanych z federacją. Nowy selekcjoner podpisał dwuletni kontrakt, który zostanie automatycznie przedłużony po ewentualnym sukcesie w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy. Mając wyjaśnioną kwestię szkoleniową przyjrzyjmy się temu, który stanął przed ambitnym zadaniem podniesienia reprezentacji z jej największego od dekad kryzysu.

Urodzony w Jesi(region Marche)Mancini rozpoczął swoją niebywałą karierę piłkarską w Bolonii, by po krótkim czasie przenieść się do miejsca, gdzie spędził swoje najlepsze lata zawodnicze. Chodzi rzecz jasna o Smpdorię Genua, dla której występował przez piętnaście sezonów, stając się przy tym najlepszym zawodnikiem w historii liguryjskiego zespołu. Okres gry Manciniego w Genui przypadł na cudowne dla całego zespołu lata, podczas których drużyna ta zdobyła scudetto, cztery Puchary Włoch, jeden Superpuchar Italii oraz triumfowała w Pucharze Zdobywców Pucharów. Co ciekawe na początku lat dziewięćdziesiątych Doria była bliska dokonania czegoś niebywałego, a konkretnie wygrania Ligi Mistrzów, niemniej okazała się słabsza od Barcelony o jedną bramkę, przez co musiała zadowolić się samym dojściem do finału tych prestiżowych rozgrywek. Cudowny okres Sampdorii trwał do mniej więcej połowy lat dziewięćdziesiątych, potem zaś drużyna zaczęła notować regularny spadek i popadanie w przeciętność. Wciąż głodny sukcesów Mancini podjął trudną decyzję o przenosinach do innego zespołu. Kierunkiem, który obrał okazał się Rzym, a konkretnie miejscowe Lazio. Decyzja ta była łatwiejsza o tyle, że ten sam cel dalszej pracy wybrał dotychczasowy opiekun Sampy, a mianowicie Szwed Sven Goran Eriksson. W późniejszych latach Mancini określał Erikssona mianem swojego mentora, człowieka od którego czerpał najwięcej jeżeli chodzi o pracę trenerską. Lata, które przypadły na współpracę obu panów w Lazio były szalenie efektowne dla wszystkich zainteresowanych. Rzymianie wygrywali zarówno we Włoszech jak i Europy, notując przy tym jeden z najlepszych – o ile nie najlepszy – czas w historii biancocelesti. Po latach pełnych sukcesów Roberto Mancini musiał powoli przyznawać, że jego wiek nie pozwoli mu na grę na najwyższym poziomie i tak w 2001 zdecydował się na grę dla angielskiego przeciętniaka Leicster, gdzie wytrzymał ledwie kilka miesięcy, ponieważ z Włoch napłynęła propozycja objęcia Fiorentiny. Tak właśnie rozpoczęła się trenerska kariera dotychczasowego gwiazdora. Zanim jednak skupimy się na trenerskim aspekcie kariery Manciniego, warto zwrócić uwagę na jego dokonania reprezentacyjne, które choć niepozbawione sukcesów nie mogły konkurować z osiągnięciami klubowymi. Mancini ma na koncie występy na dwóch ważnych imprezach; Mistrzostwach Europy w 1988 roku, gdzie doszedł do etapu półfinału, jak również grę na mundialu we Włoszech dwa lata później, podczas którego wraz z kolegami uzyskał trzecie miejsce premiowane brązowym medalem. Niestety nie był kluczową postacią w talii Azeglio Viziniego, ustępując miejsca chociażby Roberto Baggio. Patrząc na karierę reprezentacyjną całościowo, Manicni rozegrał w niej trzydzieści sześć spotkań, podczas których zdobył cztery gole.

Przerwana nagle kariera piłkarska w czasie trwającego przecież sezonu Premiership wydawała się słusznym krokiem Manciniego. Będąc grubo po trzydziestce nie był już w stanie nawiązać do swoich najlepszych lat, a ponadto trudno było oczekiwać, że w tak zaawansowanym wieku nauczy się nowej dla niego ligi. Niespodziewana propozycja ze stolicy Toskanii była więc w pewnym sensie wybawieniem. Mancini zaliczył niezły początek tego etapu swojej kariery, wygrywając z Violą Puchar Włoch. Dzięki przyzwoitej postawie we Florencji dostał szansę poprowadzenia zespołu, w którym jeszcze niedawno grał, chodzi rzecz jasna o Lazio. W Rzymie spędził dwa pełne sezonu, zyskując miano jednego z najlepszych szkoleniowców włoskich młodego pokolenia. Zespół ten nie dysponował już siłą jaką imponował w czasie gdy Mancini tam występował, niemniej zdołał wywalczyć Puchar Włoch. Będący zawsze ambitnym człowiekiem Mancini nie miał zamiaru zadowalać się skromnymi – jak ówcześnie uważał – sukcesami i marzył o wielkości trenerskiej na miarę swoich dokonań boiskowych. Idealnym miejscem do spełnienia jego ambicji był Mediolan, gdzie tamtejszy Inter był głodny trofeów jak żaden inny klub włoski. Praca w obozie neroazzurri zbiegła się z dominacją ligową Juventusu. I tu zaczynają się schody związane z drugim sezonem Manciniego w Interze, kiedy to uzyskał z zespołem trzecie miejsce ligowe, ale poprzez perturbacje związane z aferą calciopoli scudetto powędrowało właśnie do Mediolanu. Wielu ekspertów nie uznawało tamtego triumfu Manciniego i zaczęło liczyć jego scudetti dopiero w późniejszych latach, choć należy pamiętać, że poprzez degradację Juventusu do Serie B kwestie mistrzowskie były znacznie łatwiejsze do uzyskania. Tak czy inaczej dziś, to właśnie Roberto Manicni jest zapamiętany jako ten, który poprowadził Inter do pierwszych triumfów ligowych od końca lat osiemdziesiątych, dokładając do tego Puchary i Superpuchary Włoch. Na nieszczęście dla nowego selekcjonera Italii dominacja ligowa nie znalazła swojego odzwierciedlenia w Europejskich Pucharach, a konkretnie Lidze Mistrzów. Naszpikowany gwiazdami Inter nie zdołał przebić się ponad 1/8 fazy turnieju, przez co kierownictwo klubu postanowiło zatrudnić w jego miejsce Portugalczyka Jose Mourinho. Kilka miesięcy po rozstaniu z Italią i Interem Mancini podjął pracę w przebogatym Manchesterze City. Poza licznymi transferami jakich wtedy dokonano włoski trener ściągnął do siebie Mario Balotellego – kontrowersyjnego snajpera, którego wprowadził do pierwszej drużyny Interu. Współpraca obu panów, to z jednej strony sukcesy i efektowne występy napastnika, z drugiej zaś mnóstwo kontrowersyjnych epizodów Mario i kłótnie z trenerskim ojcem. Okres angielski, to kolejne ligowe trofea w gablocie Manciniego i ponowny zawód pucharowy, przez co ten musiał pożegnać się z posadą na podobnych zasadach jak to miało miejsce w Mediolanie. Następne etapy trenerskiej drogi Manciniego były rwane i zupełnie nie przypominały klarownej drogi, którą wyznaczył sobie wcześniej. Krótki czas w Galatasaray był pozytywny wyłącznie ze względu na wygraną w Pucharze Turcji, ponowna praca w Interze okazała się nieporozumieniem, zaś najświeższa przygoda w Zenicie oznaczała nic innego jak tylko porażkę, czym bez cienia wątpliwości było zaledwie piąte miejsce w tabeli ligi rosyjskiej.

Najświeższe powołania selekcjonera Manciniego stoją pod kątem kilku nowych twarzy, jak również powrotów. Najbardziej wyczekiwaną postacią jeszcze przed ogłoszeniem listy była osoba Mario Balotellego, mającego za sobą dobry sezon w barwach Nicei. Wydawało się, że kariera czarnoskórego snajpera jest niemal skończona po rozczarowujących latach w barwach Milanu czy Liverpoolu, ale dzięki solidnej grze dla francuskiej Nicei pojawiło się światełko w tunelu dające nadzieję, że ex-zawodnik Interu ponownie będzie czarował kibiców swoimi występami. Pod wodzą Manciniego, z którym współpracowało mu się relatywnie dobrze istnieje realna szansa, że taki scenariusz się ziści. Spory kredyt zaufania otrzymał Domenico Berardi, czyli wieczny talent z Sassuolo, piłkarz, którego kariera zahamowała po tym jak rok po roku decydował się na pozostanie w skromnym zespole, pomimo propozycji z czołowych klubów Serie A. Kończące się dziś rozgrywki ligowe były niezadowalające dla prawoskrzydłowego, niemniej premierowe powołanie do dorosłej reprezentacji może okazać się dla niego punktem zwrotnym i dodatkową motywacją do poprawy swoich umiejętności. Sporym zaskoczeniem jest odświeżenie Claudio Marchisio. Świeżo upieczony mistrz Włoch nie może zaliczyć mijających rozgrywek do udanych ze względu na małą ilość gier jakie zaliczył w barwach Juventusu. Wygląda jednak na to, że Manicni potrzebował doświadczonego człowieka w odmłodzonej przecież pomocy włoskiej. Pozytywnym aspektem jest obecność na liście Brazylijczyka z włoskim paszportem, czyli Jorginho. Lider drugiej linii Napoli wpisuje się w historię oriundich: Latynosów, którzy dzięki korzeniom włoskim przywdziewali trykoty azzurri. Po tym jak kilka lat temu Antonio Conte powołał do kadry Franco Vazqueza oraz Edera publicznie skrytykował go właśnie Mancini, twierdząc przy tym, że w reprezentacji Włoch winni występować piłkarze urodzeni w Italii, ale jak się okazało po objęciu posady selekcjonera nieco zrewidował swoje poglądy. Warto dodać, że Jorginho gra na Półwyspie Apenińskim od 15 roku życia i mocno wrósł w tamtejszą kulturę.

Przewidywany skład:

Donnarumma

Florenzi,Bonucci,Romagnoli,DeSciglio

Pellegrini,Jorginho,Bonaventura

Bernardeschi,Belotti,Insigne

13:25, azzurri.blox.pl , Towarzyskie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 marca 2018
Włoski impas

Reprezentacja Włoch zremisowała 1-1 z Anglią w meczu towarzyskim rozgrywanym na Wembley. Jedyną bramkę dla podopiecznych Luigiego Di Biagio zdobył Lorenzo Insigne, wykonując przy tym pewnie rzut karny.

Włosi mają za sobą drugi mecz z rzędu pod wodzę selekcjonera tymczasowego czyli Luigiego Di Biago. Bilans aktualnego wciąż opiekuna kadry młodzieżowej, to przegrana z Argentyną i zremisowany dziś mecz z Anglią. Analizując oba te spotkanie trudno jest wystawić jednoznaczną ocenę 46 latkowi, zwłaszcza z powodu rangi gier jak również biorąc pod uwagę podejście zawodników, którzy są świadomi, że najpewniej przyjdzie im współpracować z kimś innym w ramach swojej gry dla squadry. Poza wszystkim zarówno Anglicy jak i wcześniej kadra argentyńska pozbawione były kilku czołowych zawodników, a i tak zaprezentowali się mocno na tle dość niepewnej Italii.

W porównaniu do rozegranego przed kilkoma dniami spotkania z Albicelestes Di Biagio zdecydował się na kilka zmian w składzie, pozostając przy tym przy ulubionym przez siebie ustawieniu 4-3-3. I tak w miejsce Gianluigiego Buffona mogliśmy oglądać jego imiennika Donnarummę, na prawej flance Davide Zappacosta zastąpił Alessandro Florenziego, Lorenzo Pellegrini wskoczył do składu za Marco Verrattiego, zaś prawe skrzydło napadu przypadło Antonio Candrevie, a nie jak to miało poprzednio miejsce debiutującemu w dorosłej reprezentacji Federico Chiesie. Na każdej pozycji po jednej zmianie, mieliśmy więc do czynienia z kosmetyką.

Rywalizacja na słynnym Wembley rozpoczęła się od zaskakujących ataków Italii, ale dwie sytuacje, które stworzyli sobie na samym wstępie gry były efektem błędów Stones'a, których na nieszczęście dla fanów Włoch nie zdołał wykorzystać Ciro Immobile. Z biegiem czasu Anglicy zyskiwali przewagę czego efektem była śmiała akcja z 26 minuty, kiedy to niezdecydowanie Marco Parolo i Daniele Ruganiego w swoim polu karnym wykorzystał snajper gospodarzy Jamie Vardy pokonując Donnarummę silnym uderzeniem. Po objęciu prowadzenia Synowie Albionu kontrolowali przebieg spotkania wykazując się przy tym lepszym wybieganiem, aniżeli ich dzisiejszy przeciwnik.

Druga odsłona meczu przynajmniej przez większą część wyglądała bliźniaczo jak pierwsza, dzięki czemu Anglicy mogli marzyć o przełamaniu złej passy zremisowanych spotkań i ograniu Włochów. Trzeba podkreślić, że zwłaszcza po lewej stronie boiska świetnie radził sobie Young, który raz po raz sprawdzał czujność włoskich defensorów, niemniej tak Mattia De Sciglio jak i Leonardo Bonucci zachowywali zimną krew i nie pozwolili Anglikom na podwyższenie rezultatu. Obraz spotkania zaczął się zmieniać mniej więcej od 75 minuty. Wyglądało na to, że zawodnicy prowadzeni przez Southgate'a byli już pewni swego i odpuścili sobie ostrą grę. Wówczas do śmielszych ataków przystąpili Azzurri, a w szczególności mało widoczny przez większą część gry Lorenzo Insigne, mający dwie niezłe okazje do wyrównania; po efektownej akcji lewą flanką i strzale z rzutu wolnego. Neapolitański skrzydłowy ostatecznie zdołał wpisać się na listę strzelców, co uczynił w 87 minucie pokonując Butlanda z jedenastu metrów. Wypada podkreślić, że podyktowanie przez sędziego rzutu karnego wywołało spore protesty wśród Anglików, zaś ostateczna decyzja została podjęta po zapoznaniu się z systemem VAR. Wcześniej delikatnie faulowany w polu karnym był rezerwowy Federico Chiesa.

Skład Italii:

Donnarumma

Zappacosta,Bonucci,Rugani,DeSciglio

Parolo,Jorginho,Pellegrini(79'Gagliardini)

Candreva(56'Chiesa),Immobile(64'Belotti),Insigne

Na wstępie wspominałem o sytuacji w jakiej znajduje się obecnie reprezentacja i jej - jak może się dziś wydawać - selekcjoner tymczasowy w osobie Luigiego Di Biagio. Włoska federacja wciąż jest w kontakcie z kandydatami na objęcie squadry, choć ostatnimi czasy pojawiły się głosy sugerujące, że Di Biagio może pozostać na swoim stanowisku. Na jednej z konferencji prasowych przedstawiciel FIGC Alessandro Costacurta stwierdził, że jego organizacja wybierze nowego selekcjonera jeżeli znajdzie i dogada się z kimś lepszym niż tymczasowy trener, w innym wypadku zdecydują się oni na zatrzymanie Di Biagio. Sytuacja jest o tyle kuriozalna, że związany z młodzieżówką selekcjoner jest traktowany dość przedmiotowo i nawet w razie wymarzonej dla siebie sytuacji objęcia na stałe dorosłej reprezentacji jasnym będzie, że był to efekt braku porozumienia z poważniejszymi kandydatami. Patrząc na powołania jakich dokonał Di Biagio można było przypuszczać, że po cichu liczy on na związanie się ze squadrą na dłużej. Bał się zrezygnować z osobowości klasy Buffona, pozostawił niemal niezmienioną drużynę w porównaniu do tego, co mogliśmy oglądać w ostatnich latach, dodając do niej jedynie dwóch debiutantów; Cutrone oraz Chiesę(oczekujący na swój premierowy występ w reprezentacji Gian Marco Ferrari był już powoływany). Po dwóch sparingach we Włoszech wciąż pozostaje niepewność kto faktycznie przygotuje team na rywalizację w Lidze Narodów i co istotniejsze eliminacji do Mistrzostw Europy. Odpowiedź na to pytanie ma paść 20 maja.

23:35, azzurri.blox.pl , Towarzyskie
Link Dodaj komentarz »
piątek, 23 marca 2018
Chaos po włosku

Reprezentacja Włoch z debiutującym w roli selekcjonera Luigim Di Biagio uległa Argentynie w meczu towarzyskim 2-0. Spotkanie to zostało rozegrane w Manchesterze.

ggg

Po tym jak reprezentacja Włoch nie zakwalifikowała się na Mistrzostwa Świata w Rosji wokół federacji i samej drużyny narósł chaos. Będąc całkowicie szczerym spodziewałem się takiej sytuacji, zaś ewentualny brak promocji ówczesnych podopiecznych Giampiero Ventury na wspomniany mundial wyrokowałem jeszcze przed losowaniem par barażowych. Od początku byłem sceptykiem jeżeli chodzi o wybór federacji następcy Antonio Conte. Ventura pomimo sędziwego wieku sprawdzał się jedynie w ligowych średniakach i zaledwie raz prowadził drużynę na poziomie międzynarodowym, chodzi o przygodę Torino z Ligą Europy, na którą awansowali wyłącznie dzięki bankructwu Parmy, której faktycznie przypadał ten zaszczyt. Oczywiście należało również wspomnieć o fakcie małej współwiny poprzednich opiekunów squadry, a mianowicie Antonio Conte i Cesare Prandellego, którzy pomimo zadowalających wyników na oficjalnych turniejach fatalnie sprawowali się w spotkaniach towarzyskich, przez co Azzurri osuwali się w rankingu FIFA i ostatecznie zostali zmuszeni do rywalizacji w eliminacjach do MŚ z kadrą hiszpańską, co przekraczało ich możliwości. Był to jedyny czynnik usprawiedliwiający nieudolnego Venturę, który na domiar złego nie chciał podać się do dymisji po przegranej ze Szwecją, licząc przy tym na odszkodowanie pieniężne za zerwanie z nim kontraktu. Ten najgorszy w historii włoskiego futbolu selekcjoner nie miał na tyle honoru, ażeby pożegnać się ze stanowiskiem z odrobiną choćby klasy. Reprezentacja nie otrzymała takiego ciosu od 1958 roku, kiedy również nie dostała się na MŚ. Jasnym było, że należy coś zmienić, musiały polecieć głowy, ale nikt nie garnął się pod topór. Prezydent Federacji Carlo Tavecchio dopiero po potężnych naciskach prasy podał się do dymisji, o Venturze już wspominałem, zaś inni członkowie FIGC zapowiadali zmiany, dzięki którym włoski futbol stanie na nogi. Wielu komentatorów na czele z trenerami i piłkarzami włoskimi narzekało, że pomimo faktu dysponowania pierwszorzędnymi szkoleniowcami Włosi z roku na rok dysponują coraz mniejszą ilością talentów na miarę historii tamtejszej piłki. Przodował w tym Paolo Cannavaro głośno artykułując krytykę względem nadmiernej ilości obcokrajowców w poszczególnych zespołach Serie A. Patrząc na zestawienia czołówki tabeli trudno się nie zgodzić z byłym kapitanem Napoli. Demetrio Albertini zdążył już obiecać, że zmieni przepisy tak, ażeby młodzi Włosi otrzymywali więcej możliwości do zaprezentowania swoich umiejętności na poziomie pierwszych drużyn. Tak czy inaczej sytuacja włoskiej drużyny narodowej, jej władz i ewentualne plany na przyszłość stanęły pod znakiem zapytania ze względu na impas podczas głosowania na nowego prezydenta federacji jak również braku decyzji względem zatrudnienia następcy Ventury - wszystko to bliźniaczo przypomina politykę włoską po wyborach parlamentarnych, po których to żadne z ugrupowań nie jest w stanie stworzyć samodzielnego rządu, przez co nikt obecnie nie lideruje Italią jako państwem. 

Na czas negocjacji z głównymi kandydatami do objęcia schedy po Venturze selekcjonerem tymczasowym został dotychczasowy trener reprezentacji młodzieżowej Luigi Di Biagio. Ten były reprezentant Włoch, wicemistrz Europy i zawodnik takich klubów jak chociażby Roma czy Inter od lat związany jest z włoską federacją i ma za sobą doświadczenia z kadrami U-20 i U-21. Do największego sukcesu Di Biagio należy półfinał na ostatnich Młodzieżowych Mistrzostwach Europy rozgrywanych w Polsce. Azzurrini zdołali wyjść z grupy, niemniej na drodze do finału stanęli im - a jakże by inaczej - Hiszpanie. Di Biagio miał do dyspozycji mocną kadrę, na pewno sporo silniejszą niż na poprzednim turnieju tej rangi, kiedy kierowani przez niego Włosi nie zdołali wyjść z grupy. Wydaje się więc, że dotychczasowa praca Di Biagio z młodzieżówką można zakwalifikować w graniach tolerancji, ale nie na tyle, żeby powierzyć mu pierwszą kadrę, w dodatku w tak trudnym dla niej momencie. Co prawda Italia miała kiedyś tradycję przekazywania reprezentacji w ręce dotychczasowych szkoleniowców młodzieżówek, jak choćby w przypadku Cesare Maldiniego czy zmarłego niedawno Azeglio Viciniego(brązowy medal na mundialu w Italii), ale to już przeszłość. Dziś Włosi liczą na uznanego, utytułowanego trenera, który ma za sobą pełną sukcesów karierę szkoleniową.

Głównymi kandydatami na selekcjonera włoskiej reprezentacji są dziś; Carlo Ancelotti, Antonio Conte, Roberto Manicni oraz Claudio Ranieri. Poza Ancelottim, który niemal na początku obecnego sezonu stracił pracę w Bayernie Monachium każdy z wymienionych panów ma zatrudnienie w klubie, niemniej część z nich może stracić swoje stanowiska, inni zaś gotowi są zrezygnować z pracy dla swojego obecnego pracodawcy i przyjść ewentualną propozycję od FIGC.

Pociąga mnie wizja objęcia squary przez Ancelottiego, niemniej mam czasem wrażenie, że szkoleniowiec ten jest syty, mając za sobą przebogatą karierę trenerską, w czasie której zwiedził pięć lig i zdobył trzy Ligi Mistrzów. Pierwszorzędnie prezentuje się kandydatura Conte mającego zresztą za sobą pracę z Azzurrimi, w czasie której doprowadził Italię do ćwierćfinału najświeższego Euro i był o krok od wyeliminowania Niemców. Wszystko to uczynił z przeciętną jak na włoski potencjał historyczny kadrą i kontuzjami wśród kilku czołowych zawodników Obecnie pracuje w Chelsea, z którą w poprzednim triumfował w Premierhip, ale nie jest tajemnicą, że wszyscy w Londynie mają go dosyć i raczej na pewno pożegna się on z The Blues po zakończeniu tegorocznych rozgrywek. Claudio Ranieri, to swoisty człowiek zagadka. Weteran trenerski, obieżyświat i wieczny pechowiec, który całe dekady czekał na upragnione mistrzostwo kraju, a zdobył je w jednym z najmniej oczekiwanych momentów doprowadzając do sensacyjnego triumfu Leicester, z którego w kolejnym sezonie został zwolniony. Warto dodać, że obecny trener Nantes prowadził już reprezentację Grecji, co można zrecenzować jednym słowem - katastrofa. Jeżeli chodzi o Roberto Manciniego, to cóż, niby ma efektowne CV, ale zawsze coś mi w nim nie pasowało. Największe sukcesy święcił z Interem, ale było to efektem krzywdy jaką wyrządzono Juventusowi po aferze calciopoli. Nieźle szło mu wcześniej w Lazio i Fiorentinie, osiągnął upragnione mistrzostwo Anglii z Manchesterem City, niemniej nigdy nie był mistrzem prowadzenia zespołów w europejskich pucharach, zaś jego ponowna praca w Interze, krótka przygoda w Galatasaray czy obecny sezon z Zenitem były nijakie. 

Na kogokolwiek nie postawiłaby włoska federacja piłkarska, to za najbliższe dwa spotkania odpowiadał będzie selekcjoner tymczasowy czyli wspominany już Luigi Di Biagio. Należy powiedzieć sobie jasno, że jego debiut w tej roli nie wypadł dobrze i Włosi ulegli Argentynie w spotkaniu towarzyskim 2-0. Po ogłoszeniu powołań na potyczki z Argentyną i Anglią wielu ekspertów dziwiło się, że w kadrze wciąż jest miejsce dla Gianluigiego Buffona. 40 letni goalkeeper zdecydował się na zakończenie kariery reprezentacyjnej po przegranym barażu ze Szwecją, zresztą podobnie jak Daniele De Rossi oraz Andrea Barzagli. Poza wszystkim wciąż nie wiadomo jak będzie wyglądała przyszłość włoskiej legendy. Mówi się, że zakończy on karierę po obecnym sezonie, inne źródła podają, że pogra jeszcze jeden sezon, zaś najbardziej ekstremalna wizja, to dwa lata występów i ewentualna gra na Mistrzostwach Europy w 2020 roku. Pomimo faktu, iż kocham tego faceta, to wydaje się, że nieco przecenia on swoje możliwości. Zaawansowany wiek daje o sobie znać już dziś, tak więc trudno przypuszczać jak to będzie wyglądało w przeciągu kolejnych sezonów. Kolejnym nestorem, na którego zdecydował się postawić Di Biagio był Giorgio Chiellini, ale ze względu na uraz został odesłany do domu, a jego miejsce w drużynie zajął Angelo Ogbonna z West Hamu. Premierowe powołania otrzymali 20 latkowie; Patrick Cutrone reprezentujący barwy Milanu i Federico Chiesa na co dzień grający dla Fiorentiny.

Samo spotkanie nie należało do najbardziej porywających na świecie, co nie mogło dziwić ze względu na swoją rangę. Di Biagio zdecydował się na ustawienie Włochów w systemie 4-3-3, czyli takimi jakiego kibice i eksperci domagali się od upartego do samego końca Giampiero Ventury. Miło, że miejsce na prawej flance obrony zajął Alessandro Florenzi, zaś w drugiej linii znalazło się miejsce zarówno dla Marco Verrattiego i niedocenianego przez poprzednich selekcjonerów Jorginho. Pierwsza połowa była dość bezbarwna, dlatego też jej rezultat 0-0 był jak najbardziej sprawiedliwy. Po zmianie strony do groźnych ataków przystąpili Włosi, ale zarówno Lorenzo Insigne jak i Ciro Immobile przegrali pojedynki z Wyllym Caballero. Niestety dla wszystkich dobrze życzącym Italii w 75 minucie precyzyjnym strzałem zza pola karnego popisał się Ever Banega i jako pierwszy z Argentyńczyków wpisał się na listę strzelców. Co ciekawe przed kilkoma laty w innym towarzyskim meczu pomiędzy tymi reprezentacjami właśnie Banega dał zwycięstwo Albicelestes, pokonując Buffona w bardzo podobny sposób. Przez następnych dziesięć minut Włosi nie byli w stanie zagrozić bramce argentyńskiej, co skrzętnie wykorzystał przeciwnik wyprowadzając kontrę tworzoną przez Gonzalo Higuaina i dobijając rywala pięknym uderzeniem Manuele Lanziniego. W tamtym momencie jasnym było kto jest dziś na wyższym etapie rozwoju. Włochów czeka jeszcze długa droga do tego, żeby wrócić na właściwe tory. Do tego potrzeba jest jasnych deklaracji i co najważniejsze możliwie jak najszybsze wybranie nowego selekcjonera, który winien wprowadzić w kadrze swoje zasady. Dzisiejsza Italia jest poharatana i nie wyobrażam sobie ich braku na kolejnym dużym turnieju, choć bez małego trzęsienia ziemi taka ewentualność jest jak najbardziej realna.

Wspomniałem już o zmarłym nie tak dawno temu Azeglio Vicinim, ale ostatnimi czasy cała piłkarska Italia żyję śmiercią Davide Astoriego. Dzisiejszym meczem jego koledzy reprezentacyjni chcieli oddać mu cześć. To szokujące, że ten wciąż młody człowiek zmarł w nocy poprzedzającej spotkanie ligowe Fiorentiny(której kapitanował)z Udinese. Ten rosły defensor miał za sobą udaną karierę, w czasie której dał się zapamiętać jako gwiazda Cagliari, ex-gracz Romy oraz lider obrony Fiołków. Poza tym miał za sobą 14 występów w reprezentacji Włoch, z którą zdobył brązowy medal na Pucharze Konfederacji. Właśnie w czasie tego turnieju strzelił jedynego gola w barwach narodowych przeciwko Urugwajowi i walnie przyczynił się do zdobycia wspomnianego brązu. Niech Bóg ma w opiece pogrążoną w żałobie rodzinę.

23:06, azzurri.blox.pl , Towarzyskie
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 listopada 2017
Koniec

Reprezentacja Włoch nie zdołała zakwalifikować się na mundial w Rosji na etapie spotkań barażowych ze Szwecją. W meczu wyjazdowym podopieczni Giampiero Ventury ulegli 1-0, zaś w rewanżu na San Siro padł bezbramkowy remis. 

fe

Od kilku miesięcy, a w zasadzie od momentu, kiedy wylosowano eliminacyjną grupę do Mistrzostw Świata przewidywałem, że Włosi mogą mieć potężne kłopoty z zakwalifikowaniem się na ten prestiżowy turniej. Etap eliminacyjny z rywalem klasy reprezentacji Hiszpanii byłby groźny dla każdej, nawet mocniejszej, aniżeli Italia ekipy narodowej. Niestety okazało się, że miałem rację i wpierw Azzurri zajęli drugie miejsce w swojej grupie, a następnie ulegli w dwumeczu barażowym Szwecji. Nie ma co ukrywać, jest to wielka katastrofa dla włoskiego futbolu i to na kilku poziomach, nie wspominając o wstydzie jakim squadra okryła się w oczach całego piłkarskiego świata. Selekcjoner Giampiero Ventura jest osobą, na którą spadło najwięcej krytyki, co zresztą nie może dziwić. Po pełnych nijakości grach barażowych przeprosił kibiców, ale nie zdecydował się na podanie do dymisji czym jak sądzę dodatkowo rozsierdził wszystkich, którzy dobrze życzą squadrze.

Spoglądając na piątkowe i poniedziałkowe gry ze Szwecją nachodzi mnie smutna refleksja, że dzisiejsza reprezentacja Włoch nawet w perspektywie tak istotnych rywalizacji nie potrafiła wspiąć się na wyższy poziom i pokazać większej determinacji, tyczy się to zwłaszcza pierwszego meczu. W obydwu przypadkach trener Ventura zdecydował się na ustawienie Azzurrich w systemie 3-5-2, pomimo, że większość ekspertów była zgodna, że z takimi, a nie innymi zasobami ludzkimi lepszym pomysłem byłaby taktyka 4-3-3, ewentualnie 3-4-3, ale nie od dziś wiadomo, że ex-opiekun Torino jest człowiekiem upartym. Poprzez rozwiązanie zaproponowane przez selekcjonera na ławce rezerwowych lądowali chwaleni za występy w klubach Lorenzo Insigne i Stephen El Shaarawy, ale za to znalazło się miejsce dla bezbarwnego Manolo Gabbiadiniego, który pojawił się na placu gry w rewanżowym spotkaniu w Mediolanie. Sztokholmska rywalizacja nie pozostawiła wątpliwości, że planem Ventury było przede wszystkim to, żeby nie stracić gola, zaś sami zawodnicy zaczęli śmielej atakować dopiero po objęciu prowadzenia przez Szwedów. Faktem jest, że przeciętnie grający gospodarze zasłużyli ówcześnie na wygraną z szalenie bezbarwną Italią, która nie miała logicznego pomysłu na rozmontowanie skandynawskiej defensywy. Rewanż wyglądał nieco lepiej, a w składzie Włochów pojawili się chociażby Alessandro Florenzi i Jorgihno, niemniej i to nie okazało się wystarczające do uzyskania promocji na mundial. Squadra była lepsza niemal w każdym elemencie gry, ale Szwedzi pozostawali konsekwentni i dzielenie radzili sobie w defensywie. Z minuty na minutę okazywało się coraz bardziej jasne, że czterokrotni mistrzowie świata nie zakwalifikują się na MŚ, po raz pierwszy od 1958 roku.

W przypadku eliminacyjnej katastrofy Włochów najprostszy wniosek dotyczący głównego winowajcy jest jak najbardziej słuszny, a jest nim rzecz jasna Giampiero Ventura. Nie wiem czym kierowała się włoska federacja stawiając na trenerskiego weterana, który w dodatku miał niemal zerowe doświadczenie na arenie międzynarodowej i faktycznie nie miał okazji poprowadzić którejś z czołowych ekip Serie A. Ventura był nazbyt uparty względem taktyki, którą narzucił Italii, ale przede wszystkim nie potrafił wywrzeć na drużynie wpływu i nadać jej jakiegokolwiek styl. Prawdziwym dramatem był koniec eliminacji, w czasie którego Włosi zdążyli zostać rozgromieni przez Hiszpanię jak również zaliczyć kompromitujący remis z Macedonią w Turynie. Wszystkie te wpadki skierowały ich na pierwszy od 97 roku etap barażowy, jak się okazało fatalny w skutkach. Kolejną kwestią było przywiązanie do dawnych mistrzów i o ile nikogo nie mogła dziwić obecność Gianluigiego Buffona, to już Andrei Barzagliego, Daniele De Rossiego czy wcześniej Riccardo Montolivo jak najbardziej. Ventura ewidentnie bał się zdecydowanie postawić na świeże twarze, nadać swoim podopiecznym ofensywny, miły dla oka styl gry i w końcu nie stał się dla nich autorytetem: wszystko to prowadziło do katastrofy.

Czy w tym wszystkim znajdzie się element usprawiedliwiający Venturę? Do pewnego stopnia tak. Jego poprzednicy w osobach Cesare Prandellego i Antonio Conte radzili sobie w roli selekcjonera Italii dużo lepiej, ale każdy z nich miał problem ze spotkaniami towarzyskimi. Dość powiedzieć, że w ostatnich 21 grach tego typu Włosi triumfowali zaledwie pięciokrotnie, co jest wynikiem kuriozalnym. Przez tą niefrasobliwość Azzurri konsekwentnie osuwali się w rankingu FIFA, czego konsekwencją był mus rywalizacji ze wspomnianą Hiszpanią. Swoje konsekwencje ma również fakt, iż w całej czołówce Serie A większość zawodników stanowią obcokrajowcy, dlatego też obecna kadra nijak ma się do tego czym piłkarska Italia dysponowała przed laty. Po tym jak w 2006 roku piłkarze Marcello Lippiego sięgnęli po złoto, kolejne dwa mundiale zakończyły się dla Włochów na etapie grupowym, zaś teraz nawet to przerosło Azzurrich.

Wszystko to składa się na szalenie smutny moment dla Gianluigiego Buffona, który popłakał się po ostatnim gwizdku sędziego i rzecz jasna zapowiedział zakończenie kariery reprezentacyjnej. Absolutna legenda bramkarska kończy długą i szalenie efektowną współpracę z kadrą jednym z najbardziej dramatycznych momentów w jej historii. Poza nim w niebieskim trykocie nie zobaczymy innych mistrzów świata; Barzagliego i De Rossiego, co również nie należy do najfortunniejszych zdarzeń.

Kibicom włoskim nie pozostaje nic innego jak pogrążyć się w smutku i poczekać na lepsze dla squadry czasy. Trudno powiedzieć ile to faktycznie potrwa.

12:57, azzurri.blox.pl
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81
Tagi