Blog > Komentarze do wpisu
Pucharowa męczarnia

Miniony tydzień włoskich klubów w europejskich pucharach po raz kolejny pokazał, że Serie A nie zmierza w dobrym kierunku. Praktycznie żadna z pięciu ekip reprezentujących Półwysep Iberyjski nie pokazała się z naprawdę dobrej strony.

Jedynym reprezentantem Italii w Lidze Mistrzów jest znajdujący się w sporym dołku AC Milan, który od niedawna prowadzony jest przez Holendra Clarence Seedorfa, który zastąpił zwolnionego Massimiliano Allegriego. Przeciwnikiem trzeciej siły ligi z poprzedniego sezonu była rewelacja Primera Division Atletiko Madryt z charyzmatycznym Diego Simeone na ławce szkoleniowej. Oczywiście to Hiszpanie byli faworytami spotkania, co znalazło potwierdzenie w rzeczywistości; Madrytczycy wygrali na San Siro 1-0 po bramce rewelacyjnego Diego Costy, a jedynym pocieszeniem gospodarzy był fakt, iż na tle faworyzowanego rywala pokazali się z niezłej strony. Osobiście nie wierzę, żeby Mediolańczycy byli wstanie odrobić straty, co prawda przed samym meczem w LM zdołali ograć Bolonię, a ich gra powoli, bo powoli, ale wygląda coraz lepiej, to jest to zdecydowanie za mało, ażeby realnie myśleć o kolejnych fazach pucharowych.

Kolejne potyczki miały miejsce "tylko" w Lidze Europejskiej, gdzie przyszło grać aktualnemu liderowi Serie A Juventusowi. Podopieczni Antonio Conte mierzyli się z zajmującą obecnie dziewiątą pozycję w tureckiej ekstraklasie, czyli Trabzonsporem. Początek gry był obiecujący; nowo pozyskany Daniel Osvaldo strzelił na 1-0, jednak kolejne części czwartkowego pojedynku przemawiały raczej na korzyść gości. Turyńczycy niby mieli swoje okazje, ale generalnie zaprezentowali się bardzo średnio, przez co ostateczna wygrana 2-0(gol Pogby w ostatniej minucie)to doprawdy bardzo szczęśliwy rezultat, który może dać im awans, ale ciężko marzyć o ostatecznym triumfie z taką dyspozycją. Warto wspomnieć, że Turcy zdołali strzelić bramkę, ale białoruscy sędziowie uznali, że wcześniej piłka zdążyła opuścić plac gry całym obwodem, wywołując tym samym kolejne kontrowersje. Mam wrażenie, że dopóki Juventus nie znajdzie się na etapie półfinału rozgrywek, to LE będzie traktował po macoszemu, próbując wygrać je dosłownie doczołgując się do ostatniego meczu; ryzykowne to postanowienie.

Niczego ciekawego nie zaprezentowali gracze Napoli. Co prawda Benitez desygnował niemal najmocniejszy skład, a przeciwnikiem południowców był przeciętniak Premiership czyli Swansea, ale i tak to właśnie Walijczycy będący gospodarzami spotkania mieli lepsze sytuacje do pokonania najpierw Rafaela, a potem jego zastępcy Reiny. Z Neapolitańczykami jest podobnie jak z Juventusem; oba te kluby są wyraźne rozeźlone, że przyszło im tak szybko pożegnać się z Ligą Mistrzów, a grę w LE traktują jak karę i jedynie ostateczny triumf mógłby im te upokorzenia osłodzić. Tyle, że jak już wspomniałem w tym turnieju również trzeba się wysilić, żeby coś ugrać, co doskonale obrazuje przykład Chelsea, czyli poprzedniego pracodawcy Beniteza; mimo podobnej sytuacji do Juve i Napoli Anglicy wygrali LE, zyskując przy tym rozgrzeszenie za wtopę jaką zanotowali w bardziej prestiżowej LM.

Pozytywnym przykładem pucharowych potyczek była Fiorentina, która swój mecz wygrała 3-1, w dodatku na wyjeździe. Nie należy jednak zapominać, że przyszło jej się mierzyć ze słabiutkim Esbjergiem, a prawdziwą wartość zespołu poznamy, kiedy dojdzie do pojedynku pomiędzy nimi, a Juventusem, który również jest już jedną nogą w następnej rundzie. Dla Serie A to wielka szkoda, że już na tym etapie spotkają się dwie drużyny, mogące realnie myśleć o zdobyciu pucharu, gdyż siłą rzeczy jedną z nich będziemy musieli pożegnać, a inne nie dają wielkich nadziei na przyszłość.

Na koniec Lazio...W ostatnim czasie wydawało się, że Rzymianie stanęli na prostej; po zwolnieniu Vladimira Petkovica zdobywców Pucharu Włoch przejął ich dawny trener Eduardo Reja i pod jego wodzą zespół odżył notując kilka dobrych spotkań jak choćby gry z Romą i Juventusem, gdzie skazywani na pożarcie gracze Lazio zdołali wywalczyć cenne remisy. Jak się jednak okazało nie podeszli oni do Ligi Europejskiej z należytym skupieniem i zanotowali kompromitującą porażkę na swoim terenie z przedstawicielem ligi bułgarskiej  Ludogorecem Razgradem, który zdołał wygrać 1-0, pomimo, że niemal całą drugą połowę grał w osłabieniu, po tym jak jeden z ich zawodników otrzymał czerwoną kartkę. Sądzę, że jeżeli Lazio zmieni nastawienie to będzie wstanie odrobić straty w rewanżu, niemniej jednak trudno oczekiwać, że będą oni stanowić poważne zagrożenie w ewentualnej konfrontacji z jednym z faworytów turnieju.

piątek, 21 lutego 2014, azzurri.blox.pl

Polecane wpisy

Komentarze
2014/03/03 10:09:07
3 kluby grają dalej w 1/8, i na pewno jeden włoski będzie w 1/4 bo mamy bratobójczy pojedynek. Nie ma tak źle. A jak się spodziewałeś zaangażowania 100% ekip w LE, no to come on, w jakim świecie żyjesz Azzurri? :)

Napoli i Juve mają na tyle potencjału, żeby zespoły pokroju Sweansa czy Trabzonspor pokonać grając na pół gwizdka, co zresztą pokazali. Teraz mają o klasę lepszych rywali, Porto i Fiorentinę. Oba mecze będę śledził z bardzo dużym zainteresowaniem. Patrząc na pary w 1/4 będą same klasowe zespoły.

P.S. - Bundesliga już teraz zaczyna odczuwać to co przez lata odczuwała Serie A. Leverkusen i Schalke wręcz się zbłaźniły w 1/8 Ligi Mistrzów. Dalej punkty będą nabijać jedynie Bayern i BVB... W LE Bundesliga nie ma już nikogo. Natomiast Juve i Napoli które odpadły z LM punktują sobie w LE. Przez lata sytuacja była odrotna i głównie dzięki LE Niemcy prześcignęli Serie A w rankingu... Jest to absurd, ale niech teraz Włosi trochę na absurdzie zyskają.

Osobiście uważam, że to już ostatni dobry sezon BVB (znając życie to w 1/4 po Zenicie wpadną na Olimpiakos Pireus :) Po Goetze ma odejść Lewandowki, dużo się mówi o zainteresowaniu finansowych potęg Reusem i Hummelsem... Sam Klopp nie wystarczy. Oczywiście BVB nie stanie się od razu leszczem, ale to nie będzie zespól zdolny walczyć na najwyższych szczeblach LM. NO, chyba że dalej będą mieć takie fartowne losowania jak ostatnio.