Blog > Komentarze do wpisu
Puchary po włosku

 

Juventus po zaciętej grze zremisował na swoim terenie z Realem 2-2. Trener gospodarzy Antonio Conte po raz kolejny zdecydował się na grę czwórką obrońców, a do tego przed samym meczem apelował do swoich kibiców aby ci wspierali swoich ulubieńców z całych sił. Nie da się ukryć, że sytuacja Bianconerich w Lidze Mistrzów jest bardzo skomplikowana i pomimo niezłe gry jaką zanotowali oni we wtorkowy wieczór ostatecznie zdobyli zaledwie punkt i na dziś zajmują ostatnie miejsce w grupie. Szkoda, bo do przerwy to nikt inny jak właśnie Stara Dama zdobyła gola i generalnie kontrolowała przebieg spotkania. Brakowało przede wszystkim skuteczności co w końcu przełamał Arturo Vidal pokonując Cassilasa strzałem z rzutu karnego w ostatnich chwilach pierwszej połówki. Niestety po przerwie dzięki wielkim nazwiskom takim jak Ronaldo czy Bale Real nie tylko wyrównał, ale zdobył prowadzenie. Warto wspomnieć, że przy bramce Portugalczyka nie popisał się przede wszystkim Martin Caceres, którego prosty błąd kosztował mistrzów Włoch bardzo wiele. Na szczęście dla wszystkich związanych z turyńskim gigantem Urugwajczyk nieco się zrehabilitował asystując przy bramce Fernando Llorente. Podopiecznym Conte do końca rozgrywek grupowych pozostały dwa spotkania, które bezwzględnie należy wygrać. Z jednej strony Juve wypada całkiem nieźle na tle napompowanego grubą kasą Realu, ale z drugiej poprzez wpadki z Kopenhagą i Galatasaray ich obecny dorobek w LM jest mizerny. Nie remis z Hiszpanami, a niespodziewane zwycięstwo Kopenhagi z mistrzami Turcji było najszczęśliwszym splotem okoliczności dla Boanconerich tamtego wieczoru.

Swoją robotę perfekcyjnie wykonało Napoli. Kiedy przyszło im się spotkać z outsiderem grupowym w postaci Marsylii zrobili co trzeba zgarniając przy tym trzy szalenie istotne w perspektywie awansu punkty. Oczywiście kibice południowców są nieco zaniepokojeni grą defensywną swoich ulubieńców, którzy w czasie konfrontacji z OM na swoim terenie stracili aż dwie bramki. Nikt jednak nie ma wątpliwości, że zatrudnienie Beniteza było strzałem w dziesiątkę. Były opiekun Liverpoolu sprawnie zarządza zmienionym podczas ubiegłego lata zespołem, który jak do tej pory godzi rozgrywki Serie A z europejskimi pucharami. W środowy wieczór Hiszpan miał odwagę posadzić na ławce rezerwowych samego Marka Hamsika ustawiając miast niego Gorana Pandeva, który miał wspomagać wysuniętego Gonzalo Higuaina - jak się okazało bohatera meczu z dwoma bramkami na koncie. Na oklaski zasługują także skrzydłowi; Callejon od początku swojej przygody z Neapolem udowadnia, że warto było na niego postawić pomimo faktu, iż w Realu był zaledwie rezerwowym, zaś lewa strona to zacięta walka o pierwszy skład pomiędzy dwoma malcami Lorenzo Insigne i ostatnimi czasy częściej grającym Mertensem - chyba nikt nie jest w stanie stwierdzić, który z nich faktycznie zasługuje na możliwość gry od pierwszej minuty danego spotkania. Szanse na przyszłość? Spore, ale pamiętajmy, że przed wicemistrzami Włoch pozostały jeszcze gry z liderem grupy Arsenalem jak również Borussią czyli ni mniej ni więcej finalistą poprzednich rozgrywek mającą spore apetyty na poprawienie swojego dorobku punktowego. Kluczowym meczem będzie pojedynek w Dortmundzie i jeżeli Napoli nie przegra będzie bardzo bliskie sporego sukcesu jakim niewątpliwie byłby awans z grupy śmierci.

Nie popisał się za to skazywany na pożarcie Milan. Podopieczni Allegriego stanęli naprzeciwko Barcelony i nie zdołali sprawić niespodzianki przegrywając ostatecznie 3-1. Obserwując tamto spotkanie można było odnieść wrażenie, że mamy do czynienia ze swego rodzaju meczem towarzyskim, bo jak wiadomo ani Włochom ani też Hiszpanom nie są w stanie zagrozić tak Ajax jak i Celtic. Milan jak do tej pory wykonuje plan minimum pokonując przeciętniaków dzięki czemu najpewniej wypełźnie ze swojej grupy, ale mało kto wierzy w to, że będą na tyle silni, ażeby zaistnieć w LM na poważnie. Szkoda, że w ostatnich grach zawodzi Balotelli, bez którego siła ofensywa Mediolańczyków znacznie traci na wartości, a Kaka pomimo starań jest cieniem samego siebie sprzed lat.

Liga Europejska potwierdziła, że pomimo małego nakładu sił tak Fiorentina jak i Lazio są na tyle mocne, żeby zapewnić sobie promocję do dalszej fazy turnieju, co zresztą potwierdzili ci pierwsi, którzy dzięki wygranej 2-1 z ekipą Pandurii zapewnili sobie awans. Z jednej strony to piłkarze Montelli byliby poważniejszym kandydatem do ostatecznego triumfu w LE, tyle że ci jak sądzę będą chcieli zaangażować się przede wszystkim w rozgrywki ligowe gdzie stoczą zacięty bój o możliwość gry w eliminacjach do LM, na które coraz mniej osób daje szanse Lazio. Rzymianie spisują się bardzo przeciętnie i wątpię, żeby ktokolwiek z nimi związany byłby tak dużym optymistą, żeby ujrzeć zdobywców Pucharu Włoch w pierwszej trójce Serie A. Prasa coraz częściej pisze o zwolnieniu trenera Petkovica, dla którego dobra gra w LE mogłaby być jakimś powodem do pozostanie w klubie, ale należy pamiętać, że jak do tej pory i w tej materii Rzymianie nie robią specjalnego wrażenia; wczoraj wymęczyli zwycięstwo 2-1 z przeciętnym Apollonem, a i wcześniej nie imponowali formą. Moim zdaniem przy konfrontacji z silniejszym zespołem będą bez większych szans.

piątek, 08 listopada 2013, azzurri.blox.pl

Polecane wpisy